polski spirit polski spirit
250
BLOG

NELLI - KILLER W BIAŁYCH RĘKAWICZKACH

polski spirit polski spirit Rozmaitości Obserwuj notkę 2

 

 

 

NELLI – KILLER W BIAŁYCH RĘKAWICZKACH

 

 

       Nelli Rokita, żona polityka nazwanego przez jej germańskich rodaków - ''dziurą w męskim odbycie''( arschloch ), postanowiła dzisiaj mocno zaistnieć w Sejmie. Możliwość bezpłatnych popisów polityków w telewizyjnym ''prime timie'', będzie prześladowała nas tak długo, aż wreszcie ktoś mądry, lub głupi( bez najmniejszego znaczenia dla sprawy ) w końcu zamkniedla publicznościten cyrk . Idę o każdy zakład, że oglądany przez nas polityczny i kulturowy horror, skończy się wówczas jak ręką odjął. Przecież nikt nie będzie wygłupiał się dla kilkuset osób, w większości zresztą sympatycznych znajomych. Nikt nie będzie okładał się po mordzie wyłącznie dla marszałka Wenderlicha, Niesiołowskiego, czy nawet Schetyny.

 

       Nelli, świadoma czekającej ją dzisiaj wysokiej oglądalności, gruntownie przygotowała się do publicznej samokastracji. Zrobiła sobie wichurę we włosach ''a la lolitka'' i trysnęła ją na siwo ''a la wiejska starucha''. Na swoje spracowane, internacjonalistyczne, rosyjsko – niemiecko – polskie dłonie, wzuła białe koronkowe rękawiczki. Przygotowała dla siebie ( i całego pisowskiego klubu ) zdjęcia z parszywymi dla nich - Rychem, Zbychem i Grzechem ( jak dla nich - śmiertelnym ). Z miną neurastenicznego Johna Malkovicha na haju,dziarsko ruszyła pod mównicę, na której przemawiał premier Tusk. Szła zamordować jego polityczny występ, dotyczący zawieszenia wielomilionowych subwencji publicznych dla partii politycznych na czas wychodzenia z ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego. Nelli – killer w białych rękawiczkach, potrząsała przed oczami premiera zdjęciem niczym płachtą w czasie corridy. Ale ''byk'', zupełnie jak w ''Balladzie o torreadorze'' Wojciecha Młynarskiego, zrobił taktyczny unik i całkowicie olał torreadora fikającego przed nim jak po elektrycznym porażeniu.

 

       Nelli po raz kolejny samookaleczyła się politycznie. Ponownie sama wystrychnęła się na dupka. Liczyła na sążnisty policzek od premiera o wilczych oczach, a tu taka blada dupa. Ona w stylu sowieckich rodaków odstawiła ''kazaczoka'' w polskim parlamencie, a tu taka upokarzająca cisza. Żadnego mocnego męskiego słowa. Żadnej ''chamki'', czy choćby ''idiotki'', że o czymś bardziej krwistym nie wspomnę. Powietrze. Mgła. Niebyt. Jej ślubną Marysię, za zwykłe burczenie w kapeluszu pod nosem, cały oddział niemieckiej policji brutalnie odrywał od samolotu, a tu zero reakcji przy tak ambitnych staraniach. A przecież bardzo się chciało pokrzyczeć na wizji : Germanie, Rosjanie, hilfe, hilfe, na pomoszć ! Paljaki mnie bijom !

 

       Dawno temu, wkraczałem w progi prześwietnego liceum Tadeusza Reytana w Warszawie napakowany legendami o wielkich, ''starych'' Profesorach. Jedna z nich zapewniała, że nobliwy Profesor fizyki, w chwili uniesienia lubi zwracać się do uczniów obojga płci specyficznymi słowami. ''Ty Kasiu'', na pamiątkę szczególnie tępej uczennicy o tym pięknym imieniu, lub ''ty amebo'', tego chyba nie muszę chyba dokładniej uzasadniać. Jakież było oburzenie klasy, gdy mijała już druga godzina lekcyjna z Profesorem, a tymczasem żadnej ''Kasi'' i ''ameby'' ani widu ani słychu. Mit wielkiej szkoły sypał się już w gruzy, gdy wpadłem na pomysł sprowokowania Profesora. Niewiele myśląc ( zdecydowanie niewiele ) zacząłem gwizdać pod nosem wojenny szlagier powstańczy, wiedząc o chwalebnej karcie Profesora na okopach walczącej Warszawy. Z jaką radością i nadzieją przyjąłem na swoim ramieniu Jego ciężką dłoń. Jeszcze chwila i wszyscy dzięki mnie usłyszą długo wyczekiwane słowa. A tymczasem Profesor spokojnie wycedził : '' czemu gwiżdzesz na lekcji... ty idioto...''. Szkoda nawet wspominać w jakie szambo wtedy wpadłem po czubek pustej, młodzieńczej głowy. Upokorzony, jak na wybawienie czekałem na dzwonek. Gdy wreszcie po całej wieczności głośno wybrzmiał, Profesor wesoło, w sposób dla wszystkich widoczny, mrugnął do mnie i ze szczerym uśmiechem powiedział : ''to teraz jazda do domu wy Kasie i ameby''. Ręce wszystkich same złożyły się do oklasków...a ja poczułem się przez krótką chwilę jak prawdziwy bohater.

 

       Takiego samego happy endu oczekiwała dzisiaj Nelli – polityczny kiler w białych rękawiczkach. Dlaczego jej to zupełnie nie wyszło, a mnie się jednak udało ? Bo ja nie chciałem nikogo obrazić, wyszydzić i poniżyć.  W swojej głupocie i naiwności, ja walczyłem o potwierdzenie wielkości Profesora, a nie o wdeptanie go w ziemię. Nie walczyłem o brawa dla siebie, tylko dla Niego. Ot mała różnica, a jakie wielkie skutki potrafi uczynić.

 

       Na pamiątkę twórczej obecności posłanki Rokity w polskim Sejmie, proponuję po wsze czasy ustalić jednostkę parlamentarnej głupoty – NELL. Proponuję również, aby prowadzący obrady marszałek do krnąbrnych posłów obojga płci zwracał się ciepłym określeniem: ''ty Nellu''. Zacnej rodzinie Rokitów – mądremu, acz niedoszłemu premierowi z Krakowa i doszłej niestety, najgłupszej posłance, coś od nas się chyba należy.

 

polski spirit

 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości