
CHLUP W PISOWSKI DZIÓB
Ludwik Dorn został wczoraj trafiony w polskim parlamencie. Boleśnie i dwukrotnie. Najpierw w restauracji sejmowej zbombardowały go czystą wódką latające zbyt nisko nad jego stołem wrogie ( mu ) Messerchmitty. Przy wyjściu dostrzelali go natarczywymi pytaniami o tzw. stan napojenia nałaźliwi dziennikarze. Dornowato pytali wyłącznie czy sobie alkoholowo użył, ale o to z jakiego powodu, to już nie łaska. Czy na wesoło, czy na smutno, też żadnej dociekliwości. A powód poważny i raczej smutny wczoraj był – obcięcie subwencji publicznych dla partii. Poseł uciekł nachalnym dziennikarzom w ostatniej chwili, mając już kabel na szyi. Dzisiaj parlamentarny dzień zaczął się Dornowi odwrotnie. Dziennikarze zaatakowali go na wszelki wypadek już przy wejściu. Jeden z nich nawet nalazł trzeciemu jednojajowemu na stopy, ale został sprawnie strzepnięty. Blady jak ciało dziewicy Dorn udał się na kacu gigancie do męczącej roboty. Wezwany w wiadomej sprawie na dywanik do marszałka Schetyny, poskarżył się na dziennikarskie nagonki i zażądał ich natychmiastowego ukrócenia. Swoich wydatnych uszu nie pozwolił marszałkowi wytargać. Restauracja sejmowa spodziewa się rewanżu ex-marszałka zaraz po kolędach, granych dzisiaj uroczyście w parlamentarnym foyer. Zmrożona gorzała, Zimny Lech i śledź w oleju czekają już w lodówce, w każdej chwili gotowe do startu.
Dziennikarstwo parlamentarne jest podłe. Jak można było tak skompromitować posła, któremu rozum dopiero co wrócił do głowy, by skonfederować go ponownie z Jarosławem Kaczyńskim ? Takie nawrócenie i zbliżenie po latach publicznego warczenia na siebie, także przed sądami, na pewno trzeba było zdrowo oblać. Żeby było ważne i żeby tym razem lepiej się miało. Dziennikarska swołocz zapomniała również, że pan poseł jest płodny(m), także twórcą. Tłumaczem angielskich powieści szpiegowskich i poczytnym autorem bajek dla dzieci o śpiochu tłuściochu. Jako taki, na chlanie w czasie pracy ma zawodowy patent. Większość tworców i artystów dobrze wie, że nic tak nie przyciąga polskiego natchnienia, jak świeży spirytusowy chuch.
Dorn jest już drugim posłem, dobrze i szczerze radzącym natrętnym dziennikarzynom, sprawdzanie parlamentarnych rozmówców alkomatem. Pierwszą była Elżbieta, coś tam coś tam Kruk, też zresztą z ''ortokatolickiego'' PIS-u. Zamiast głupio się dopytywać – pił pan, pijana pani – alkomat takiemu/takiej w dziób i od razu pewny wynik. A jakby co, poprawić ''ad hoc'' próbą krwi. Swoją drogą ciekawa sprawa – pijanego posła prowadzącego samochód, drogówka może co najwyżej cmoknąć pod plecami, a bezczelni dziennikarze bezkarnie go dręczą, w dodatku na fonii i wizji. Jak do tej pory najgorzej na tym wyszedł ( z sejmu zresztą ) narąbany jak stodoła poseł PSL – Andrzej Pałys. Uciekając przed medialną hołotą wsiadł do nie swojego auta, w dodatku pełnego właścicieli. A to prawdziwy chłop. Ten jak powszechnie wiadomo, żywemu nie przepuści. Ten też nie chciał, ale tym razem na szczęście pomogła policja.
Kiedyś poseł – abstynent, przez tragiczną pomyłkę elektoratu wybrany do polskiego parlamentu, domagał się wprowadzenia w nim całkowitej prohibicji. Pod każdą postacią, nawet wody kolońskiej i w każdym pomieszczeniu, nawet Domu Poselskim. Poseł może od biedy położyć się w ciasnym, niewygodnym łóżku bez swojej ślubnej, ewentualnie (jak najbardziej publicznej) pani uprawiającej towarzyski zawód, ale na pewno nie na trzeźwo. Są granice poświęcania się nawet dla tragicznie doświadczonej przez historię ojczyzny. Niezrównoważony psychicznie abstynet zniknął oczywiście z polskiego parlamentu, zanim flaszka wódki, w wyniku zakazu jej konsumpcji, zniknęła z restauracyjno-sejmowej półki.
Wracając do Dorna. Facet został parę lat temu poważnie, w dodatku publicznie napomniany przez pierwszego kirusa Rzeczpospolitej – Olka, ''którego kocha każda Polka''. Mówił do niego co prawda niezbyt wyraźnie, ale sensownie. Wyraźnie ostrzegał, by ten nie pałętał mu się pod chorymi goleniami na torze jego politycznych przeszkód. No i wykrakał nieszczęście. Ledwo się Dorn umościł z powrotem na wrażliwym kaczyńskim łonie, a tu już taka wpadka. Wypada mieć nadzieję, że tym razem Kaczyński nie odgryzie w odruchu bezwarunkowym brakującego mu wyraźnie jaja i przymknie czujne oczka na pijacką jazdę adoptowanego bliźniaka. W końcu popieranie własną watrobą narodowego monopolu spirytusowego to nie to samo, co zaleganie z płaceniem alimentów na rzecz swoich dzieci. Prawo i sprawiedliwość jest po stronie Dorna. No więc chlup w ten pisowski dziób, mój Boże, mój Boże, mój Boże....Postuluję, by Komisja Etyki zebrała się w sprawie Dorna w sejmowej restauracji. Na miejscu zbrodni zapoznać się obowiązkowo dogłębnie (!!!) z jej narzędziami....
polski spirit


Komentarze
Pokaż komentarze (55)