
CHOROBA WŚCIEKŁYCH GŁÓW
Cyniczne przyznanie się Jarosława Kaczyńskiego do pochowania nie wiadomo kogo na Wawelu,wywołało szczere i powszechne oburzenie. Tyle chociaż dobrego w tej makabrycznej historii o nieprzewidywalnych jeszcze konsekwencjach. Reakcja społeczeństwa na kolejną rewelację Kaczyńskiego, to nadzieja, że zaraza wściekłych głów nie rozszerza się na zdrową psychicznie część narodu. Na szczęście zdecydowana większość, zdążyła się uodpornić na coraz groźniejsze wykwity kaczyzmu. Swędzenie dłoni to na razie jedyne reakcje zdrowych organizmów na pisuarowe mutacje.
Kaczyński od ośmiu miesięcy nie stara się odnaleźć zwłok jednojajowego bliźniaka, by wreszcie je godnie, po katolickiego pochować. Czy można sobie wyobrazić okrutniejszą i bardziej wyrodną postać rodzonego brata ? Wygląda na to, że cierpiącemu na chorobę wściekłych głów prezesowi, w zupełności wystarcza umieszczenie tylko jego nazwiska na wawelskim sarkofagu. Kto naprawdę w nim spoczywa, nie ma dla niego żadnego znaczenia. Dla niego świętym miejscem kultu zmarłego brata pozostaje prezydencki pałac i celebrowane przez niego miejsce pod płotem. To jego prawdziwy raj utracony. A do niedawna jeszcze ziemia obiecana.
Pisuarowy secesjonista Paweł Kowal, dla którego aktualniePolska jest najważniejsza, wysłuchawszy wczoraj w programie Rymanowskiego ''in extenso'' słów Kaczyńskiego :''Nie ukrywam, że o ile rozpoznałem ciało mojego ś.p.brata na lotnisku ( w Smoleńsku ) - podałem zresztą charakterystyczne cechy i one zostały potwierdzone – bliznę na ręce po ciężkim złamaniu – i tu nie miałem żadnej watpliwośći, o tyle kiedy już widziałem ciało przywiezione do Polski w trumnie, to go nie rozpoznałem. Tutaj to był człowiek, który w ogóle nie przypominał mojego brata'', oświadczył, że wypowiedź ta w żadnym wypadku nie kwestionuje faktu prawidłowego pochówku prawdziwego prezydenta. Według niego nie można mówić o żadnym oszustwie. Prawidłowy pochówek bez ciała zmarłego ? To absolutne novum w tej dziedzinie. Ostre stadium choroby wściekłych głów.
Zięć Lecha Kaczyńskiego, Marcin Dubieniecki, po raz kolejny oświadczył, że nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż w zaplombowanej trumnie przywiezionej ze Smoleńska znajdowało się ciało jego tragicznie zmarłego teścia. Słowem nawet nie wspomina, aby stryj żony dzielił się z nimi jakimikolwiek wątpliwościami w tej kwestii. Dubieniecki ma zatem absolutną pewność, że na Wawelu są pochowani jego teściowie. Co więcej, nie widzi najmniejszej potrzeby ekshumacji ich ciał w celu rozwiania wątpliwości. Aż strach pomyśleć, że tak kategoryczną opinię ośmieliłby się publicznie wyrazić bez pełnej akceptacji żony, Marty Kaczyńskiej.
Która z tych osób gra nieczysto ciałem Lecha Kaczyńskiego ? Czy rodzina Kaczyńskich uzyskała zgodę Prokuratora na otworzeniew Warszawie, zaplombowanej w Smoleńsku,rosyjskiej trumny z ciałem polskiego prezydenta ? Czy była zgoda, a jeśli tak to czyja, na przełożenie jego zwłok do ''polskiej''trumny ( de facto włoskiej ) ? Czy prokurator był obecny przy tych czynnościach ? Czy ktoś je formalnie dokumentował ? Czy tylko Jarosław Kaczyński stwierdził, że w trumnie nie ma ciała jego brata ? Czy jego wątpliwości zostały zaprotokołowane ? Kogo jeszcze Jarosław Kaczyński poinformował o swoim makabrycznym odkryciu ? Dlaczego doszło do fałszywego pochówku ? Gdzie jest ciało Lecha Kaczyńskiego i czy w ogóle ktoś go szuka ?
Jarosław Kaczyński posyła w świat emisariuszy z oszczerczymi donosami na ''smoleńskie kłamstwa'' prezydenta Komorowskiego, oraz premierów Polski i Rosji. Do Brukseli nie zawahał się wysłać w tej sprawie zbolałych kobiet - Marty Kaczyńskiej z ''pisowskimi wdowami smoleńskimi''. Na całym świecie poszukuje potwierdzenia ''prawdy'' o polsko – rosyjskim spisku, w wyniku którego z premedytacją został zamordowany polski prezydent, ze zgonioną ( zupełnie niepotrzebnie ) bizantyjską świtą. Tymczasem sam od ośmiu miesięcy kłamie, że na Wawelu leży polski prezydent. Lub nie mówi prawdy, że nie on tam został pochowany. W jakim celu Jarosław Kaczyński mógłby świadomie pochować w narodowej nekropolii niezidentyfikowane szczątki ludzkie, o nieustalonej nawet płci ? Jak mógł aż tak nieludzko sprofanować spoczywające z nimi w jednym sarkofagu ciało Marii Kaczyńskiej ? Że o największych Polakach - królach, narodowych przywódcach i wieszczach nie wspomnę. Szekspir twierdził, że w każdym szaleństwie należy szukać jakiejś metody. Jaka metoda jest w szaleństwie Kaczyńskiego ?
Nie chce jej zdradzić ani Kaczyński, ani jego partyjni hunwejbini, potrafiący już tylko prymitywnie kłamać i coraz bardziej chamsko obrażać. Nie chce jej także ujawnić (coraz mniej liczna )grupa obrońców i wielbicieli prezesa. Wciąż jeszcze ochoczo manifestująca,zwłaszcza w anonimowym internecie, gotowość nie tylko pokrojenia się za niego, ale jeszcze posolenia i wypieprzenia.Czy to jeszcze rzeczywiście zakon świadomie wierny Kaczyńskiemu i w pełni akceptujący jego polityczną ''filozofię'' ? Moim zdaniem już nie. Tak naprawdę, ci pyskacze nie identyfikują się już z jego poglądami. Deklarują to już wyłącznie werbalnie z intuicyjnego strachu przed polityczną bezdomnością. Kaczyński to wciąż duży szyld na bezpieczną kryjówkę przed wrogim i niezrozumiałym dla nich światem.
W rzeczywistości to Legiony Wściekłych Głów. Życiowych nieudaczników i frustratów, przegrywających wszelkie socjalne konkurencje z ''układowymi lżeelitami'', przemądrzałymi ''wykształciuchami'' i zasobnymi ze ''złodziejskiego fachu'' liberałami. Którym lepiej poszło ze wszystkim - kasą, karierą, żonami, kochankami, dziećmi,przyjaciółmi, a nawet teściowymi. Kaczyści mają w większości bardzo prymitywne poglądy, w pełni ekwiwalentne do ich intelektualnych mozliwości. Z tego powodu, na merytoryczną krytykę reagują wulgarną retoryką o źle prowadzącej się mamie, lub dziadowskim państwie. Brak zdolności polemicznych zastępują tępą nienawiścią i bezmyślną agresją. Werbalnie broniąc Kaczyńskiego, w istocie bronią wyłącznie samych siebie. Chcą wziąć odwet za swoje nieszczęścia i ''niesprawiedliwości'' świata. Za swoje wady, kompleksy, doznane urazy psychiczne, porzucenie przez najbliższych, brak akceptacji otoczenia, intelektualną mieliznę, moralny nihilizm, ubóstwo, ignorancję, zawodowe i prywatne porażki, upokorzenia jeszcze z dzieciństwa, seksualne niedomagania, w większości zasłużoną krytykę i niską ocenę społeczną. To jest źródło choroby wściekłych głów, a w jej konsekwencji - poparcia Kaczyńskiego. Jej przyczyną jest także brak prawdziwej wiary. To mit, że w tej właśnie grupie jest najwięcej żarliwych katolików. Nie można prawdziwie poznać i umiłować jakiegokolwiek Boga, wyłącznie wijąc się przed nim ze strachu na kolanach. W dodatku z zamkniętymi oczami. A tego właśnie wymaga kościół od ''wiernych''. Strach to kolejny poważny powód tej choroby.
A ci ludzie panicznie boją się piekła. Stworzyli je sobie na ziemi i nie chcą pozostać w nim na wieczność także po śmierci. Dlatego tak życzliwie nadstawiają ucha księżom mamiącym ich obietnicą, że ci ostatni na ziemi, będą pierwszymi w kolejce do szczęścia wiecznego.Za tę gwarancję gotowi są także na ich wezwanie do niejednogo szalbierstwa wobec ''niewiernych'' braci w polskiej ojczyźnie. Tak właśnie powstało prawdziwe i jedyne zaplecze polityczne Kaczyńskich – Ruch Wściekłych Głów. Jeśli chcemy uratować nasz przeklęty naród, musimy konsekwentnie walczyć z każdym przejawem społecznej wścieklizny, począwszy od komentarzy, które za chwilę ukażą sie pod tym tekstem. ''Non possumus'' ! ''No pasaran'' ! ''Z Bogiem i choćby mimo Boga''.

polski spirit


Komentarze
Pokaż komentarze (79)