Co jest pierwsze jajko czy kura? Odwieczne pytanie, które dzisiaj spędza sen z powiek już tylko kreacjonistom, wydaje się być użytecznym instrumentem w badaniu kwestii podejścia konserwatystów (i to nie tylko przez wzgląd na pewne powinowactwo owych z kreacjonistami) do relacji zachodzącej między lewakiem a postępem.
Nie ukrywam, że do napisania niniejszego postu zainspirował mnie fan F.C Barcelony, Major Galopujący, który napisał o rewolucyjności konserwatywnego spojrzenia na kwestię rodziny.
Co jest więc pierwotne, a co wtórne? Lewak czy postęp? Uznanie tych bytów za synonimiczne wydaje się problematyczne. Jeśli lewak jest w istocie refleksem rzeczywistości, to nie można mu przyłożyć, bo równie absurdalnym by to było, jak boksowanie się z rzeczywistością i obrażanie się na nią. Tego z kolei konserwatyście nie przystoi, ponieważ on chce zastaną rzeczywistość zakonserwować. Przynajmniej tak by się zdawało, chociaż przyglądając się paleontologicznym zapędom monatrchistów można dojść do wniosku, że rewolucjonizm lewacki niczym jest z rewolucjonizmem, dajmy na to, Adama Wielomskiego.
Winnym postępu musi być więc lewak. Gdyby postęp był autonomiczny, no to sorry gregory, z rzeczywistością się nie dyskutuje. Rzeczywistość się przyjmuje na klatę. Ale jak tu zakonserwować proces? No i problem tu nie lichy, bo przecież wody zabetonować nie można, chyba, że uciekając się do nienaturalnych czynności, a od takich konserwatysta się odżegnuje.
Postęp jest więc dziełem politycznej lewicy. Musi być. To ona dystrybuuje programy na MTV, takie jak Date my mom, czy Roomriders. To ekspozytury KPP redagują Bravo, Playboya, sprawują pieczę nad wytapianiem prezerwatyw i mieszają kadzie z estrogenem, z których następnie po odsączeniu wody wyrabiane są pigułki antykoncepcyjne. Oni również wymyslili Rock’n’rolla, po to aby dzieci popsuć, bo przecież wśród hołubionych wśród lewaków czarnych zwrot ten oznacza, nie co innego jak, zbliżenie płciowe. Lewacy więc z postępem na ustach niosą światu śmierć i zagładę, bo już ich wujek Stalin nauczył, że najbardziej rozrywkowym sposobem spędzania czasu jest strzał w potylice. Jako, że dzisiaj z tych i owych względów (estetyka telewizyjna) rozrywka taka nie mogłaby zaistnieć w mainstreamie, to prowadzone są działania dywersyjne, których przykłady wskazane zostały powyżej.
Konserwatysta uważa, że lewak dybie na jego przedwieczne, naturalne wartości ustanowione Bożym palcem u zarania. I tutaj jest konserwastysów (nawet tych, którzy uznają ewolucję za fakt) zbieżny punkt z kreacjonistami. Bo jeśli coś poddane jest procesowi ewolucji, to znaczy tyle, że kiedyś tego nie było. Zamiast owego czegoś istniało coś, co wartości przedwiecznej nie przypominało. Znaczyłoby to tyle, że ktoś, najprawdopodobniej jakiś postępak, stworzył instytucję której konserwatysta obecny hołduje. A tak przecież być nie może! Że niby konserwatysta w jednej linii genealogicznej z lewakiem?! O nie!
Komentarze
Pokaż komentarze (41)