Podczas lektury tekstu Macieja Gduli o „czasach powojennych” natknąłem się na coś, co mnie zastanowiło. Gdula na wstępie opisuje swoje wspomnienia z dzieciństwa. Pisze, że w dowcipach o Polaku, Ruskim i Niemcu zawsze najgłupszym był ten ostatni. Nieco mnie to zdziwiło, bo przecież dość dobrze pamiętam z dzieciństwa, że najgłupszym zawsze był Ruski. Sytuacja znajduje swoje wyjaśnienie w naszej różnicy wieku. Moje dzieciństwo przypada na połowę lat 90. Szalona wolność, w końcu można było się odkuć. Mieszkałem wówczas na skraju Puszczy Białowieskiej. Połowa moich podwórkowych kumpli miała końcówkę nazwiska „uk” i aby się przeżegnać używali nie tej ręki, co trzeba. Nawiasem mówiąc nie przypominam sobie żadnej historii z wzajemnymi animozjami na tle pochodzeniowo-religijnym. Jedyne, co pamiętam z tego okresu, a czego osnowę stanowiły różnice religijne, to było moje współczucie dla kolegów, którzy musieli długo stać podczas prawosławnych mszy. Oni również śmiali się z „Ruskiego”.
Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.
Nowości od blogera



Komentarze
Pokaż komentarze (11)