ezekiel ezekiel
238
BLOG

Katolicka propaganda w publicznych mediach

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 89

Ja wiem, że to kwestia już wyeksploatowana, ale jednak aż korci, aby po raz kolejny do niej wrócić. I bynajmniej nie dlatego, że szczególnie mnie interesuje sama katolicka propaganda uskuteczniana w mediach. Bardziej mnie zajmuje konserwatywne pomstowanie na idee od powyższej wektorem odmienne.

W przedpołudniowych godzinach obejrzałem, bodajże w TV Polonii, program o obieraniu ścieżki katolika. Gwiazdą był Litza, były frontman Acid Drinkers, na potrzeby programu wijący w rodzinnym domu sushi w otoczeniu 17 swoich pociech snujący przy tym opowieści o sposobach dochodzenia do Boga. W połowie lat 90 Robert Friedrich, bo tak właśnie się nazywa dzisiejszy frontman Arki Noego przeszedł skomplikowaną operację kardiologiczną, po czym zwrócił się ku jasnej stronie mocy. Porzucił śpiewanie o sprośnościach i, jakby to nazwała Isabel z Brwinowa, skierował swoją artystyczną duszę na nucenie, pospołu z Dariuszem Malejonkiem, o, nomen omen, „transmisjach do serca”.
 
Robert vel wujek Litza rozstrzygał poważny dylemat zakręslony w pytaniu: "jeśli ty młody człowieku chcesz iść do seminarium, a ojciec twój woli abyś poszedł na nanotechnologię, bo zawsze sprawdzałeś się, choćby w przewlekaniu nici przez ucho igielne, to czyjego głosu byś posłuchał – Boga, który cię zawezwał, czy ojca?" Dla Litzy odpowiedź jest oczywista. Ojciec to ojciec, ale prawdziwym szefem jest Bóg, i jeśli cię brachu powoła, to nie ma rady: na tatę trzeba się wypiąć, bo szefem wszystkich szefów nie jest on, lecz Najwyższy i przed nim ostatecznie przyjdzie ci odpowiedzieć.
 
Wiarygodności i wagi twierdzeniom Litzy przydał Przemysław Babiarz, który zdał relację z brawurowej ucieczki siedemnastoletniego św. Stanisława Kostki z rodzinnego Wiednia w poszukiwaniu zakonu jezuickiego, do którego ponoć, podczas widzenia, skierowała go Matka Boska. Tak, więc nie lękajcie się dzieci, jeśli najdzie wam tylko ochota zgłosić się do jakiegoś neokatechumalnego zboru, to rodzicom tylko kartka pożegnalna, tobołek i w drogę.
 
Już widzę obrazek inny. Alternatywny. Zamiast Litzy sushi wije, nie przymierzając, Tomasz Jacyków, dookoła plączą się jakieś dzieci, dajmy na to jednego z jego znajomych ze środowiska z poprzedniego, jeszcze heteroseksualnego związku. Jacyków namawia do nieskrępowanej ekspresji, a słowom jego dodaje powagi krótki felietonik z wypowiedzią Eltona Johna namawiającego młodego człowieka – jeśli tylko ów poczuje potrzebę – do skierowania swych kroków ku homoseksualnemu squotowi.

 

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (89)

Inne tematy w dziale Polityka