Lech Kaczyński z pewnością zasłużył na miano prezydenta funeralnego. Żałoba narodowa jest przez niego ogłaszana, co najmniej raz w roku. W 2009 to już druga. Wcześniej był pożar hotelu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. W roku ubiegłym Mirosławiec. Dwa lata temu wypadek autobusu pod Grenoble. Trzy lata temu Halemba, a wcześniej hala. Prezydent jest zakładnikiem swojego wizerunku zatroskanej głowy państwa. Jak ktoś dzisiaj napisał, jeżeli żałoba została wprowadzona po tragedii w Halembie nie może nie zostać wprowadzona po tragedii w Wujku-Śląsk.
W ten sposób żałoba staje się rytuałem, tracąc swoją powagę. Za czasów II RP żałoba wprowadzona była 3 razy. Za czasów PRL 3 razy nie licząc śmierci Stalina. Dzisiaj spowszedniała. Wydaje się, że stanowi ona odpowiedź na medialną estetykę śmierci, a co gorsza stała się częścią wizerunku Lecha Kaczyńskiego. Prezydent ogłasza żałobę wtedy, kiedy ludzie giną estetycznie; samej śmierci nadawana jest wartość właśnie przez ową estetykę. Śmierć 50 osób na drogach podczas weekendu jest zbyt mało spektakularna, aby zwrócić na siebie uwagę. Śmierć rozdrobniona nie jest śmiercią godną opuszczenia flagi. Śmierć musi się skumulować i eksplodować medialnie.
Problemem jest nie tylko jej nagminne wprowadzanie, co powoduje jej dewaluację, ale również niesprawiedliwość w stosunku do rodzin tych, którzy giną w sposób, który źle wygląda w kamerze.




Komentarze
Pokaż komentarze (42)