Wczoraj jedna ze stacji telewizyjnych wyświetlała finezyjne dzieło kinematografii amerykańskiej. Nie powiem, były wybuchy, gonitwy, napięcie, wysmakowane dialogi, źli, dobrzy, krew, honor, źli zginęli, dobrzy ocalali. Produkcja nie była emitowana w telewizji publicznej, więc była przerywana reklamami, przy czym stacja dbała o przestrzeganie ustawowego 12 minutowego czasu reklam przypadającego na godzinę. Na reklamach chciałbym się skupić przez chwilę.
Choć film był dla „ludzi o mocnych nerwach”, czyli dla mężczyzn, to reklamodawcy postanowili gros swojej uwagi skupić na kobietach, jak się wydaje. Pod rząd leciały 3-4 spoty, których osnowę stanowiły prace domowe. Pranie, zmywanie, gotowanie. Później reklama jakiejś maszynki do golenia i telefonu i znowu: pranie, zmywanie, gotowanie. I nie uwierzycie drodzy czytelnicy, kto był centralną postacią obrazów. Kobieta! Radosna polska kobieta, która „gotuje dla swoich chłopców”, „pierze dla swoich chłopców”, „zmywa po swoich urwisach”.
Jeden model „chłopców” jest następujący. Postaciami owymi są dzieci w czasach swojej wczesnej podstawówki, które psocąc czekają na tatusia, który ma wrócić z roboty lada chwila. Mama nie pracuje zawodowo, tylko zajmuje się domem, a jak już przychodzi tatuś, to dzieci muszą być białe i pachnące, a na stole musi parować jakaś wyśmienita zupka. Wracający tatuś z roboty musi być szczęśliwy, bo jak nie będzie, to mamusi nie da pieniążków na proszek do prania i na kostkę rosołową.
Drugi model „chłopców” jest lepszy. Otóż chłopcami są i synowie i infantylny mąż, którego sprawność w wykonywaniu czynności domowych zbliżona jest do sprawności swoich 8 letnich dzieci. Tata więc wszystko z synami psuje, a w najlepszym wypadku nie robi nic, żeby nic nie popsuć, tylko pilnuje, żeby sobie jest młodsi przyjaciele z paczki nie zrobili kuku. A mama w tym czasie uśmiechnięta robi obiady, zmywa, pierze. I jest zadowolona, bo wie, że jak mąż wraca z roboty na tyle wcześnie, żeby się z dziećmi pobawić, to należy tą radość u niego tlącą się podtrzymać, pozwolić mu na powrót w lata chłopięce, bo wnet chętniej rzuci pieniądz na nowego mopa.
O ile reklamy środków przeciwbólowych dość często przedstawiają kobietę, jako istotę niezależną, to konserwatyzm reklam związanych z pracami domowymi aż mdli. Zmywa, sprząta, gotuje, prasuje i pierze niemalże zawsze kobieta i to wesoła i zadowolona ze pozycji społecznej zmywaka, sprzątaczki, kucharki w jednym. Reklamy są istotną częścią dyskursu, ich produkcja i odbiór inercyjnie zamyka kobiety w swoich skostniałych rolach matron, matek-polek. Nic chyba więc dziwnego, że film dla mężczyzn był przerywany reklamami skierowanymi do kobiet. Wiadomo, kto ma władzę w łapie. Jak mąż ogląda TV, to żona może albo sprzątać, albo oglądać z nim. Reklamy poleciały na wypadek tej drugiej okoliczności.



Komentarze
Pokaż komentarze (50)