Adam Wielomski odnosząc się do wygranej sprawy Alicji Tysiąc napisał , że suwerenność cywilizacyjna Polski jest zagrożona. Pomijając ekstrawagancję tego określenia ( Jest coś takiego jak polska cywilizacja? Czy Polacy stworzyli jakąś cywilizację) aż chce się wykrzyknąć: Hurra! Nareszcie! Bloger przytacza inną niedawną sprawę. Chodziło w niej o zasądzenie przez sąd grzywny w wysokości 15 tys. osobie, która homoseksualistę nazywała „pedałem”. I rozpływa się w swoim poście Wielomski nad tym, jak to suwerenni Polacy nazywają prawie wszystkich „pedałami” wskazując na niejako naturalność tego określenia. Określenie to jest najczęstszą ponoć obelgą pojawiającą się na drogach wobec pojazdów jadących zgodnie z przepisami, czyli nieprzekraczających 50 km/h. Ze słów Wielomskiego wynika, że tylko „pedał” jest na tyle ekscentryczny, żeby w Polsce przestrzegać prawa ruchu drogowego. Ergo prawdziwy Polak, nie-pedał przepisów nie przestrzega, co jak mniemam stanowi pewien rodzaj cywilizacyjnej autonomii. Hurra, że taki jeden z drugim suwerennym cywilizacyjnie będzie musiał zapłacić za swoje buractwo! Hurra!
Wracając do sprawy Alicji Tysiąc. Sprawa właściwie jest zbyt świeża, żeby można było się wypowiedzieć w miarę kompetentnie. Będzie, więc trochę jak relacja na żywo. Sąd okręgowy w Katowicach zdecydował, że Alicji Tysiąc należą się przeprosiny i 30 tys. zł zadośćuczyniania od „Gościa niedzielnego”, który zarzucał Tysiąc zabójstwo i porównywał ją do zbrodniarzy hitlerowskich. Ostatniego nie jestem pewien, bo nie bardzo mam czas na szukanie gościoniedzielnych tekstów, jednako słyszałem wypowiedzi, które sugerują jakoby zbrodniarzami hitlerowskimi byli w nich nazwani sędziowie Trybunału w Strasburgru. W takim przypadku, przychylić się można tylko do słów Michała Sutowskiego, który mówił, że jeżeli nazywa się zbrodniarzami sędziów, którzy poparli postulaty Tysiąc, to tym samym sam czyn i dokonanie go przez kobietę również tożsame jest z hitlerowską zbrodnią.
Poseł Gowin zaniepokojonym głosem mówi o terrorze poprawności politycznej i obawia się o wolność słowa w Polsce. Sąd jednak katolikom nie zakazuje traktowania aborcji jako zabójstwa. Stwierdził jedynie, że w zderzeniu wolności katolików do wyrażania swoich poglądów i ochrony prawnej jednostki, ta druga zwycięża.
Przełamana powoli zostaje, za przeproszenie, katolicka hegemonia w kwestiach języka dotyczącego aborcji. Nawet jeśli wyrok w tym kształcie się nie utrzyma, to jest to widoczny znak, że muszą obowiązywać pewne standardy w publicznej debacie. Że nie można nazywa homoseksualisty „pedałem”, a kobiety, która dokonuje aborcji morderczynią, czy hitlerowską zbrodniarką, nawet, jeżeli w skrytości ducha tak się myśli. Tak zarysowane ramy dyskusji również w pewien sposób tworzą kulturę. Nikt chyba o zdrowych zmysłach nie da zgody na nazywanie swojego oponenta w publicznej dyskusji sruwielem, sukinsynem, albo dziwką. Zarówno na taki język, jak i na język pogardy nie ma, a przynajmniej nie powinno być miejsca w debacie.




Komentarze
Pokaż komentarze (69)