Artykuł Marka Gancarczyka w Gościu Niedzielnymobskoczyli już chyba wszyscy, aby sobie wyrobić własne zdanie. Zostawiając na boku kwestię samego wyroku a skupiając się na tym, co zostało w periodyku napisane należy stwierdzić, że autor artykułu mija się z prawdą, która ponoć jest istotnym fundamentem wyznawanej przezeń wiary. Nie chcę wyrokować, czy było to świadome złamanie ósmego przykazania, czy brak kompetencji ze strony autora.
Spieszę z wyjaśnieniem. Gancarczyk pisze:
„W konsekwencji pani Tysiąc otrzyma 25 tys. euro odszkodowania, plus koszty postępowania, za to, że nie mogła zabić swojego dziecka. Mówiąc inaczej, żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono.”
Alicja Tysiąc otrzymała odszkodowanie nie za to, że nie mogła zabić swojego dziecka, tylko za to, że pozbawiono ją, kompromisowego ponoć, prawa do wykonania aborcji. A to wyraźna różnica. Presupozycją stwierdzenia Gancarczyka jest mniemanie, że każdy może zabić swoje dziecko, a następnie iść po odszkodowanie do Strasburga. Drugą kwestią jest stwierdzenie „bardzo chciała zabić”. Obronić się ono mogłoby tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy autor miałby nań dowody. Równie dobrze Tysiąc mogła bardzo nie chcieć aborcji, jednak wolała zachować swój wzrok niż płód. Mniemam, że ksiądz posiadał jakieś dowody na postawioną przez siebie tezę. W przeciwnym wypadku mogłoby to oznaczać że stanął w konflikcie z ósmym przykazaniem. A to duchownemu nie licuje. Zwłaszcza w obliczu tak lichej kwestii jak publikacja prasowa.




Komentarze
Pokaż komentarze (57)