Katolicy to taka grupa, która rozrasta się nie za pomocą rozmnażania, a propagandy. I dlatego tak zależy im na tym, by siłowo wchodzić do przedszkoli i szkół, i tam od najmłodszych lat indoktrynować dzieci. Społeczeństwo zatem, które chce wspomagać rozwój intelektualny swoich członków powinno powiedzieć stop takiej katopropagandzie. I to właśnie powinniśmy zrobić, zakazując promowania katolicyzmu w szkołach i przedszkolach.
A widząc, co robi obecnie kościół w niejednym z polskich przedszkoli, trzeba jasno powiedzieć, że podobna ustawa przydałaby się. Dzięki niej katoliccy bojówkarze, którzy chcą indoktrynować (za pomocą modlitw, wiszących krzyży, religii) przedszkolaki, mieliby zatrzaśnięte drzwi do szkół i przedszkoli. Normalni rodzice mogliby zaś spokojnie pracować, nie obawiając się, że w przedszkolu ich dzieci, jakiś pajac będzie czytał bajki o zmartwychwstaniu (swoją drogą dlaczego nie o Potworze Spaghetti???) i przekonywał, że rodzina musi się składać z tatusia i mamusi.
Dlatego apeluje do polskich polityków: panowie i panie odwagi! I zacznijcie bronić polskie dzieci przed zakusami Tomasza Terlikowskiego i jego kumpli. Macie w tym poparcie sporej grupy Polaków, którzy nie chcą, by ich dzieci były katolikami, i by w odkryciu takiej "orientacji" pomagał ich synom w przedszkolu Tomasz Terlikowski.
P.S. Ja wiem, że to prymitywny chwyt. Coś jednak tutaj interesującego się dokonało. Dopiero poprawiając homoseksualistów na katolików zdałem sobie tak naprawdę z radosnego prymitywizmu zawartego w języku obrońców moralności. Niby prymitywizm ten aż zionie z ich tekstów, ale nie doświadczy go do głębi ten, kto nie przeprowadzi podobnego do powyższego zabiegu.




Komentarze
Pokaż komentarze (48)