Każdy z nas ma swoje demony. Ujawniają się one kiedy jesteśmy w nieprzyjaznych okolicznościach. Ciemną nocą majaczące na ścianach cienie wydają się być nieprzychylnymi nam postaciami. W ciemnym lesie krzak staje się potencjalną wściekłą bestią. Z oczu człowieka stojącego nocą w bramie wydaje się wyzierać nienawiść, pogarda i żądza krwi. Między wielkimi płytowcami każdy nastolatek w opuszczonych do kolan spodniach jest potencjalnym nożownikiem. Wielokroć naszemu spersonifikowanemu Złemu przypisujemy nadmierną możliwość wpływania na rzeczywistość. Krzak, który nas rozszarpuje, cień, który tylko czeka, aż zaśniemy, żeby skręcić nam kark.
Podobne jest w życiu społecznym. W czasach kryzysu personifikujemy nasze obawy. W średniowieczu za epidemie najczęściej mieli być odpowiedzialni Żydzi. Dzisiaj za złą sytuację gospodarczą odpowiedzialni mają być (u nas dopiero będą) emigranci. Za tsunami zgnilizna moralna, której Bóg chce ze swoją mocą przeciwdziałać. W Polsce jest jednak jeszcze kilka demonów straszących niczym cienie na ścianie w noc naznaczoną potem i wysoką gorączką.
Wymienić choćby można Tomasza Lisa, który ponoć dzierży w swych gwiazdorskich łapach rząd młodych dusz ku zniweczeniu ojczyzny. Monika Olejnik. Gazeta Wyborcza. Wszystkie te podmioty są społecznymi zjawiskami, które pałają żądzą krwi i przerobienia polaków na macę (to w ostatnim przypadku), ewentualnie dorobienia się na polskim nieszczęściu (to w przypadku pierwszym i drugim). Wchodzi również w grę wysługiwanie się owymi postaciami przez bliżej niezidentyfikowane SIŁY, o których tak często mówi konserwa. Największym demonem polskiej prawicy jest Adam Michnik. To przez niego wszystko się stało. Jego niemalże demiurgiczny wpływ na rzeczywistość ujawnia się w młodzieży poglądach, której członkowie często w rękach Wyborczej nie mieli. Przez niego przemawiają duchy generałów i katów sbeckich. W nim odwraca się dla polskiej prawicy tragedia ubeckich mordowni i krzyk nienarodzonych dzieci zabitych Gazetą Aborczą. Ludzie są w tej wizji bezwolni, bardziej przypominają owce, które wpatrując się w kolejny artykuł Stasińskiego idą na rzeź, którą zgotuje im oburzona Historia.
Wróg jest jasno wskazany, chociaż „rozszerzający się”. Świetne określenie niechcący nadał zjawisku prawicowych demonów Marek Przychodzeń – choć oczywiście nie on jeden – „ośrodki”. Ośrodki władzy, nieformalnej amorficznej, a jednak wpływającej na Naród i zatruwającej nasze studnie. Ekspozyturami „ośrodków” jest Lis i Olejnik, TVN24. Spiritus movens może być Michnik, bądź jego mocodawcy - Poważni Panowie w drogich garniturach, zajadający się najdroższymi z najdroższych potrawami, pijący najdroższe z najdroższych trunki w najdroższych z najdroższych lokali.
Nie jestem pewien czy demony polskiej prawicy budzą się, kiedy nadchodzi kryzys, na kształt żydowskiego demona odpowiedzialnego za średniowieczne epidemie. Nie wiem. Pewne jest, że demony budzą się, kiedy rozum zasypia.




Komentarze
Pokaż komentarze (20)