Ta sprawa chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. Z tego co mi wiadomo chyba jeszcze nie ma poważniejszych opracowań na ten temat (może się mylę), a z całą pewnością by się przydały. Oczywiście można chociażby wymienić „Protokoły mędrców Syjonu” Tazbira, ale autor w swoim opracowaniu dotyka kwestii dość zamierzchłej. Dzisiejsze teorie spiskowe rosną w siłę dzięki Internetowi i jego możliwościom kompilacyjnym. Sprawa dla wielu może wydać się zupełnie błaha i nie warta namysłu. Jednak zapewniam, że zwłaszcza wśród ludzi młodych kwestia jest wagi ciężkiej. Teoriospiskowe opowieści wylewają się z pubów i przedostają przez mury uniwersytetów. Kilkakrotnie byłem świadkiem, jak jeden z drugim studentem próbowali przeforsować na zajęciach tezę o tym, że WTC zburzył rząd/Żydzi/grupa Bildelbera. Coś zaczyna się socjologicznie niepokojącego dziać. Granicę między tymi, którzy widzą, że coś się rusza, a tymi, którzy zbywają to tylko uśmiechem stanowi rozróżnienie na informacyjnego imigranta i tubylca. Osoby, które pamiętają czasy analogowe i które nauczyły się używać technologii informacyjnych, później niż nauczyły się używać technologii analogowych nie czują bluesa (podobnie jak chłopcy z Pacific Society). Ale jakby się zanurzyć w świecie informacyjnych tubylców, dostrzeże się niepokojące trendy.
IMFO (In My Fucking Opinion) rośnięcie w siłę spiskowych teorii jest rozprzestrzenianie się “przepływów”; teorie spiskowe są ich funkcją. Już spieszę z wyjaśnieniami. Przepływy owe są zbiorczą nazwą dla dyfuzji kulturowych kodów, dla finansowych zawirowań, dla natychmiastowej komunikacji, słowem dla tego wszystkiego czym stoi globalizacja oparta o technologie informacyjne.
Po pierwsze więc przepływy niszczą stare fundamenty. Stare tożsamości są wymywane, zastępowane przez hipermarket kultury. Dominującym kodem kulturowym staje się samorealizacja i fetysz indywidualizmu. Starych betonowych tożsamości już nie ma. Pozostały efemeryczne, globalne mody, trendy, słowem, „płynne życie”. W tym świecie tworzą się dwa bieguny pozostające w napięciu. Z jednej strony stanowisko reakcyjne (He, He, He) wobec globalizacji, a z drugiej strony cyber-flaneur, wieczny cyfrowy wędrowca - netokrata. Dzihad kontra McŚwiat chciałoby się powiedzieć, chociaż chyba to określenie już się zdezaktualizowało. Wahadło przesuwa się w stronę cyber-flaneura. Napięcie między nimi nadaje ton globalizacji. Z jednej strony opór, z drugiej entuzjazm. Pomiędzy istnieje przestrzeń tworzenia tożsamości z „informacyjnej waty”. Spiskowe teorie są właśnie pośrednikiem. Tworzą pewne fundamenty tożsamości, jakieś migoczące na horyzoncie światło pewności, że wszystko ma jakiś porządek, a nie jest jedynie, jak to się mawia pobitym lustrem.
Po drugie: łatwość komunikacji. Wczoraj w TOK FM wysłuchałem czegoś co wydaje się być banalne, a jednak niezwykle ważne. Na świecie jest około miliarda ludzi podłączonych do Internetu. Jeżeli nawet co tysięczny użytkownik interesuje się danym zagadnieniem, to dzięki zrzeszającej sile Internetu razem jest ich milion, a to już poważna siła. Na zapytanie w Google o conspiracy theory wyskakuje 10 milionów wyników. Wystarczy na jutubie wrzucić „zabójcza szczepionka”, „Zeitgeist”, „9/11 niewygodne fakty”, a oczom ukażą się spiski.
Po trzecie globalna kultura fetyszyzuje indywidualizm. Pod jego presją poddajemy się chwilowym modom, które obiecują nam „odnalezienie własnego ja”, jednocześnie niosąc zagrożenie bycia jednym z masy. Dlatego dzisiejsze życie społecznych afirmacji, jeśli można tak bełkotliwie powiedzieć, naznaczone jest zabawą w detal. Indywidualna tapicerka, indywidualny kolor włosów, spersofnikiwowana muzyka na Last.fm, skórka winampa, kolor komórki. To co odróżnia zwolenników spiskowych teorii od laszczących się dup i dupków, to ich mniemanie, że dotykają głębi ontologii. Nie komórka, ani jakiś ajpod-srajpod (copyright by A. Mleczko) stanowią ich wyróżnik indywidualizmu. Jest nim „głębokie zrozumienie” świata, jego mechanizmów. Daje to zwolennikom teorii pewną wyższość (najczęściej rekrutują się spośród konsumariatu: grupy społecznej, której wpływ na rzeczywistość często ogranicza się do władzy pilota). Teorie spiskowe są w postreligijnym świecie nowym opium ludu.
Po czwarte: magiczna bariera szklanego ekranu. Świat ogromnej większości ludzi jawi się na dwóch poziomach. Pierwszym z nich jest ich życie codzienne, a drugim telewizyjno-internetowy Olimp. Ekran jest często nieprzeniknionym murem oddzielającym oba światy. To co się dzieje u mnie nie jest w żaden sposób połączone z tym co się dzieje u Nich. To dwa magisteria, odrębne wymiary. Jeden rządzony przez prawa człowieka codziennego i zdrowy rozsądek drugi przez Nich. Spotkaniem tych światów jest Internet, w którym konsumariat może „odkrywać” takie wstrząsające fakty jak to, że pieniądz rządzi światem, a pieniądzem grupa Bildelbergów, „siły” i, jak to pięknie przedwczoraj powiedział marek Przychodzeń „ośrodki”. Konsumariat pęknięcie próbuje zasypać przez dostępne mu zrozumienie wielkiego świata z drugiej strony ekranu.



Komentarze
Pokaż komentarze (62)