Przed chwilą w TNV 24 wypowiadał się zaniepokojony gigant intelektualny polskiego parlamentaryzmu Joachim Brudziński. Zmarszczył czoło w szczerym oburzeniu i żalu, że Polska tonie, a co najmniej toczy ją rak strukturalnych niedomagań. Tą kwestią, w której stronę tym razem zwrócił poseł ostrze swojej przenikliwej analizy była afera hazardowa. Wymienił kwotę pięciuset milionów złotych, których w budżecie zabraknie. Z całą powagą stwierdził, że jest to suma niewyobrażalna dla przeciętnego obywatela. Że pieniądze te, gdyby były, mogłyby zostać przeznaczone na jakiś zbożny cel. Tyle przecież dzieci niedożywionych. Brudziński pochylił się nad losem tych bezbronnych istotek bezlitośnie piętnując łupieżców małych żołądeczków. Zatroskał się mąż Brudziński i tyle pamiętam z jego porannego wystąpienia.
Zapewne tylko i wyłącznie z przepracowania analitycznego, ze zmęczenia ciągłą walką z nieprawościami dnia codziennego Joachim Brudziński zapomniał o tym, że dopłat nie wprowadziła również jego macierzysta partia. Przecież jego przenikliwe spojrzenie mówi samo za siebie. „Nie podłożyłbym się w tak głupi sposób i nie zaryzykowałbym robienia sobie jaj na blogach z mojej partii, której, idąc tym tropem, również można przypisać głodzenie biednych dzieci. Przecież Prawo i Sprawiedliwość również nie wprowadziła dopłat, za zysk z których można byłoby kupić hetkolitry parującej świeżością i zdrowiem zupki mlecznej i setki ton sycących kotletów schabowych”. O nie. To musiało, po prostu musiało wyniknąć z przepracowania i ciągłego umartwiania się nad stanem państwa.




Komentarze
Pokaż komentarze (22)