Wiele rozmów na tematy okołoedukacyjne prowadzonych z akolitami konserwatyzmu prędzej czy później kończy się pytaniem o prawo do wychowywania nie swoich dzieci. – Jakie masz prawo wychowywać MOJE dzieci? Ja je na świat sprowadziłem, ja je utrzymuję, ja, w końcu, ponoszę ewentualną odpowiedzialność za swoje wychowawcze błędy. Najczęściej dyskusja zbacza na takie tory, jeżeli jej osnowę stanowi edukacja seksualna. Według prawicy seks wciąż i nadal jest tematem tabu zarezerwowanym dla sfery „wartości”, a etyka seksualna jest istotniejsza o wiele od etyki jazdy samochodem, co powiedział mi wprost niegdyś jeden z dyskutantów. Oczywiście tematów, w których nie brak jest odwołań do właściwości władzy rodzicielskiej jest mnóstwo: nauczanie o równości, wprowadzenie elementów psychologii w szkole. Zależy to od wyznawanego światopoglądu – dla największych hardcorowców również nauczanie teorii ewolucji jest wchodzenie z butami w sferę wychowawczą.
Dzieci w takiej optyce są „świętą własnością prywatną” swoich rodziców, a akt urodzenia jest niejako aktem własności. Przez niego rodzice nabierają prawo do niemalże dowolnego dysponowaniem swoim potomstwem. Dziecko nie jest autonomiczną istotą, tylko jest naczyniem, w które należy wlać swoje uprzedzenia, dziwactwa i nic nikomu do tego.
Konserwatyści w swojej masie stoją na stanowisku, że szkoła jest po to, aby edukować, a nie wychowywać. Władzę wychowawczą bowiem mają rodzice, którzy są „posiadaczami” swoich dzieci. Władza jest tu traktowana jako niezbywalny i, za przeproszeniem, oktrojowany atrybut rodzica. Rządzenie dzieckiem jest niepodzielne: rządzi rodzic, nikt więcej, chyba że ten ostatni aktem wolnej woli przekaże swoje własności innemu podmiotowi. Każdy kto uważa, że jest inaczej jest uzurpatorem i totalitarystą. Tymczasem władza nie bierze się z gorących serc i deklaracji konserwatywnego rodzica, tylko jest właściwością sytuacji. Szkoła wychowuje, tylko robi to w sposób niekontrolowany. Jeżeli nie ma elementów psychologii, to władzę wychowawczą nad dziećmi sprawują wewnątrzgrupowe interakcje, które są pochodną społeczno-kulturalnego otoczenia. Edukacja seksualna dokonuje się natomiast pod trzepakami.




Komentarze
Pokaż komentarze (54)