Ostatnimi czasy echem odbijała się sprawa wiszenia krzyży w instytucjach publicznych. Najlepiej spuentował ją chyba Bogusław Wolniewicz, bodajże przedwczoraj, w TVP info mówiąc o lewackiej ofensywie (kto tego człowieka wpuszcza do studiów telewizyjnych?). Któregoś dnia bloger Quasi w komentarzach napisał, że sprawa wiszenia krzyży w szkołach jest mniej istotna niż kolonizacja przestrzeni publicznej przez reklamy. Dzisiaj natomiast na Onecie pojawił się fotoreportaż dotyczący trzydziestych czwartych urodzina warszawskiego Dworca Centralnego. Oczywiście został on ochrzczony przez autora tekstu, jako „niesławny moloch”. Oficjalna wykładnia neoliberalizmu jest dość prosta: to co powstało za komuny, to patologiczna narośl, coś co z racji samego miejsca i czasu poczęcia jest plugawe. I tak jakoś wszystko to się skumulowało: krzyże, szalony Wolniewicz, Dworzec Centralny, przestrzeń symboliczna tworząc pole dyskusji o estetyce przestrzeni publicznej.
Zanim, tropem wskazanym przez gw1990, zabierzemy się do niszczenia kapliczek i burzenia kościołów (tego chyba nie postulował) warto byłoby się zastanowić nad dominacją symboliczną w sferze publicznej, że tak się z późnanowocześnie wypowiem. Wiadomo, widok kościelnych krzyży i minaretów jako kwestie silnie elektryzujące niejako z natury rzeczy będą znajdować się w polu zainteresowań politycznych. To jednak nie symbole religijne najsilniej kolonizują przestrzeń publiczną. To co najbardziej dominuje w tej sferze, to wszechobecne reklamy.
Władza najsilniej sprawowana, to taka o której się nie dyskutuje. Reklamy, mimo że szpetne, wydają się na tyle integralnym elementem systemu społeczno – polityczno – gospodarczego, że właściwie dyskusja o ich istnieniu/nieistnieniu wydaje się zakrawać na absurd. To nie krzyż dominuje w sferze symbolicznej. Ba, nie jest to nawet minaret. To logo. Wszechobecne, irytujące, napastliwe, no i władcze przez swoją bezdyskusyjność.
Kolonizacja przestrzeni publicznej przez reklamę jest symbolem dominacji pewnego politycznego modelu. Estetyka w nim jest podporządkowana zyskowi. Fasady kamienic zakrywane są przez setki metrów kwadratowych bilboardów, bo dla SYSTEMU mało istotne jest to co pod obrazami. Ważniejsze są prężące się chicks i napinające muskuły ciacha - wszyscy pogrążeni w ekstazie, bo właśnie nabyli PRODUKT.
Radek Sikorski ostatnio chciał zburzyć Pałac Kultury. Autor tekstu pod fotoreportażem o Dworcu Centralnym zapewne podobnego losu życzyłby jubilatowi. Ale panowie, po co te nerwy? Przecież Centralny świetnie sprawuje się jako billboard. A reklama Garniera na fasadzie Pałacu kultury? Panie ministrze, przecież lepszej powierzchni reklamowej w Polsce nie ma. Gdzie Pan by rzucił taki piękny obraz kremu przeciwzmarszczkowego? Na trawkę, której zasianie postuluje Pan w miejscu Pałacu?





Komentarze
Pokaż komentarze (11)