Nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie polityki, mediów i show biznesu potrafią się bawić. Ostatnio mogliśmy, wydaje się, że po raz pierwszy zobaczyć na własne oczy jak to wygląda. No, chyba, że ktoś to widział wcześniej uskuteczniając obserwację uczestniczącą. Nagranie z Krzysztofem Piesiewiczem w roli głównej kompromituje go tylko i wyłącznie jako konserwatystę. Bardziej moralnie sprawa jest kompromitująca dla złych ludzi z tabloidów.
Z całej afery wyziera hipokryzja. Z jednej strony bije ona od Piesiewicza jako od człowieka związanego z formacjami, nazwijmy je, moralnymi. Z drugiej strony ze szmatławców, które epatując zdjęciami senatora, ustami swoich sierżantów twierdzą, że tego wymagał publiczny interes. Jaki, pytam był publiczny interes w publikowaniu fotosów polityka w kiecce? Żaden interes publiczny; to interes kapitału przemawia przez sierżantów.
Sprawa nie kończy się oczywiście na samych hard-tabloidach, bo w Polsce cały mainstream ma mniej lub bardziej zarysowane ich cechy. I tak w TVN24 Anita Werner pojawiła się jako przepytująca na okoliczność ojca Sowę i Maleńczuka. „Czy Piesiewicz zbłądził?” brzmiało jedno z pierwszych pytań. „Zbłądził”, czyli zboczył z właściwej drogi. A jaka jest ta słuszna ścieżka? A no to już pytanie do księdza.
Polski system społeczno-medialny to sojusz kapitału z zaściankowo-konserwatywną etyką. Wyroki ferują instrumenty społecznej dyscypliny dla mas w postaci Superaka, Faktu, albo w postaci TVNowskiego moralizatorstwa dla wyższych sfer (wolne żarty – polska klasa średnia wyższymi sferami).
W całej tej smutnej opowieści nie skrewił tylko Maleńczuk, który na wizji - na pohybel etycznym hipokrytom wzniecającym moral panic - aby komentować narkotykowy (?) eksces (?) senatora pojawił się po uprzednim zarzuceniu jakiegoś kwasa.




Komentarze
Pokaż komentarze (19)