Łukasz Warzecha dzisiaj popełnił tekst o rzekomej kompromitacji Helskińskiej Fundacji Praw człowieka, która zobowiązała się znaleźć prawnikareprezentującego uczniów XIV LO we Wrocławiu w procesie przeciw Ryszardowi Legutce, który nazwał powyższych, „rozpuszczonymi smarkaczami”. Warzecha twierdzi, że Legutko miał pełne prawo do takiego postawienia sprawy, jednocześnie mówiąc, że sam swego czasu przechodził „licealny bunt przeciwko wprowadzanym właśnie wtedy do szkół lekcjom religii i dzisiaj patrzę [Łukasz Warzecha patrzy] na samego siebie z tamtych czasów z dużym politowaniem”. Chciałem zapytać redaktora ile lat upłynie zanim będzie mógł spojrzeć na Warzechę AD 2009 z politowaniem. Mniemam, że czas taki nastąpi, a przynajmniej nastapić może, skoro nadszedł moment, w którym spojrzał na samego siebie z dozą politowania.
Redaktor uważa, że HFPR się skompromitowała ponieważ zamierza bronić sprawy, w której to sądy będą orzekać o granicach wolności wypowiedzi. Ryszard Legutko miał prawo powiedzieć tak o uczniach, ponieważ uczniowie – zdaniem Warzechy – na określenie zasłużyli. Do tego sądy nie powinny okreslać co można mówić, a czego mówić nie wolno. Sądom nic do rzeczy. Jak Legutko chce obrażać, to niech sobie obraża, bo wolność słowa, to wolność słowa i basta.
Wrócę jeszcze na chwilę do pytania, które chciałem zadać redaktorowi Faktu. Pole do wpisywania komentów ładowało się i ładowało; czekałem i czekałem. I się nie doczekałem. Blog Łukasza Warzechy, miejsce gdzie rządzi i panuje obrońca swobody wypowiedzi okazał się dla mnie niedostępny. Redaktor, który zezwala prof. Legutce mówić o „rozpuszczonych smarkaczach” zbanował mnie. To oczywiście w imię wolności wypowiedzi, słowa i innych wolności, których obrońcą jest redaktor.
Nie będę ukrywał, że czuję się przez redaktora Faktu wyróżniony. Nie każdy zasługuje zapewne na taką atencję. Nie ukrywam też, że sprawa mnie trochę zdenerwowała. Nie przypominam sobie, żebym Warzechę kiedykolwiek obraził. To co mogło mu się nie spodobać, to jedynie moje poglądy. Skorzystał więc ze swojego przyrodzonego prawa do banowania kogo mu się podoba. Oczywiście stoi to w pewnej sprzeczności z jego postawą rzekomego obrońcy wolności wypowiedzi, ale odsłona pokładów hipokryzji, to również jego internetowo przyrodzona wolność.
Ban mógł mieć swoje źródła albo w nieumiejętności/niechęci do odpowiadania na moje komenty, albo w postawie a’la Legutko – z niektórymi się nie rozmawia, bo na to nie zasługują. Bez względu czy chodziło o kwestię pierwszą, czy drugą Warzecha nie czekał na wyrok sądu. Postanowił sam wprowadzić ramy dyskusji. W drugim przypadku oznaczałoby to arogancję i intelektualne prostactwo redaktora, a skoro jest on współpracownikiem gazety, która ma bodajże największą poczytność w kraju, to uważam, że taki powód jest mało prawdopodobny (zwłaszcza jeżeli weźmie się pod uwagę tzw. target Faktu). Pozostaje więc pierwsza możliwość. Redaktorowi, za przeproszeniem zmiękła rura (copyright by Galopujący Major). Zazwyczaj nie używam tak dostandyh stwierdzeń w odniesieniu do konktetnych osób, jednak zostałem zachęcony ulubieniem redaktora do szerokiego pola agrumentacji. Mniemam, że redaktor Łukasz Warzecha nie obrazi się – biorąc pod uwagę to, że nie ma za złe Legutce jego słów o wrocławskich licealistach – na tytuł. To w ramach swobody debaty, która to swobodę tak redaktor ulubił.




Komentarze
Pokaż komentarze (46)