Święta, święta i po świętach. Kościoły były wypchane po brzegi. Na pasterki, których godzina rozpoczęcia oparła się postępowemu naporowi z Watykanu ciągnęły całe tabuny rodzin i ponoć tylko niektórzy nie dotrwali północy z niezasilonym wodą radosną oddechem. Sługus kapitalizmu - święty Mikołaj zagościł w domach, aby nawiedzić dzieci, które oczekiwały bardziej jego przyjścia, niż nadejścia Maleńkiego. Pamiętam jak dziś moje Oczekiwania na brodatego gościa. Godzinami stałem w oknie i kiedy tylko wśród śnieżycy ukazała się jakaś postać, od razu dopatrywałem się elfów, a przynajmniej długaśnego zarostu i wora. Wypatrywanie Mikołaja było przeżyciem religijnie ekstatycznym i pisze to całkiem poważnie. Jakiż byłby zawód gdybym się dowiedział zawczasu, że święty Mikołaj nie żyje od kilkunastu stuleci, a jego szczątki wydzielają dziwną substancję. Jakie byłoby niedowierzanie, jakbym się zawczasu dowiedział, że Mikołaj był mężczyzną temperamentnym, który umiał w imię wiary przylać w pysk. Jakież zdziwienie byłoby gdybym wiedział, że pana z brodą wymyśliła coca – cola.
Nastał czas chwilowego odpoczynku i ładowania akumulatorów przed Sylwestrem. Nastał czas powrotów i zabierania praw jazdy kierowcom, którzy przecenili boską pomoc w omijaniu patroli policji, aby tym samym uniknąć kontroli alkomatem. Jakie zdziwienie: „Panie władzo, ja tylko jabłka jadłem!”; i Bóg nie pomógł pomimo, że to jego za jego zdrowie piło się litry wódki.
Święta, święta i po świętach, wracają więc do normy statystyki zabójstw w tradycyjnej rodzinie, które wyginają się natenczas w łuk szybując brzuchem, nomen omen, ku niebiosom, w chwilach tego egzystencjalnego przesilenia. I do wujka i do cioci nie będzie trzeba się szczerzyć. I nie będzie trzeba udawać tego poruszonego dobrego człowieka z delikatnym, promiennym uśmiechem otwartego na bliźnich. Będzie można znowu zasiąść przed telewizorem, bogatszym w przypomnienie sobie Szklanej Pułapki i Kevina.
Można zrzucić tą męczącą szatę bogobojnego, otwartego i życzliwego katolika. Janusz Czapiński w Wyborczej pisał wczoraj o tym, ze Polak grupowo nie umie. Polak jest ze swej natury nieufny, a skala jego nieufności jest niemalże ewenementem na skalę światową. I na nic świąteczne rekolekcje, Dobra Nowina i Przykazanie Miłości. Bo całe te Święta, to jak Mikołaj z mojego dzieciństwa – wielka ściema, tylko Mikołaj w imię kapitalizmu, a Polak nieufny i zamknięty ot tak sobie. Chyba z lenistwa.




Komentarze
Pokaż komentarze