Film „Towarzysz Generał” w pył rozniósł ponoć klosz polit – poprawności, którym była przykryta dyskusja o polskiej historii. Samego filmu nie oglądałem. Oddawałem się podówczas, równie bolesnej nauce, po której notabene do dzisiaj bolą mnie kolana – jeździłem na snowboardzie. Zdążyłem jedynie na program w telewizji (telewizyji?) publicznej prowadzony przez Rafała Ziemkiewicza dotyczący filmu. Pośród gości panowała zgoda, że film przedstawiał sprawę jednostronnie. Myślę, że słowa Jacka Żakowskiego, mi jako członkowi frontu zakłamania historii (na której się szczególnie nie znam) by wystarczyły, gdyż dziennikarz ten nie raz już mówił mi co mam myśleć. Z drugiej jednak strony, jeśli zgodził się z nim Zaremba i poniekąd sam prowadzący, to sprawa chyba nie podlega dalszym komentarzom – film jest propagandową wersją (bo, cóż innego mogłaby oznaczać „jednostronność”?) historii. Dostrzegłem również pewną symptomatyczność. Kiedy Żakowski i Mazowiecki mówili o niuansach (w słowach tego drugiego szczególnego niuansowania nie dostrzegłem) Ziemkiewicz przeciwstawiał owym niuansom mityczne FAKTY. Jako widz zrozumiałem, że niuanse to nie fakty, skoro w wypowiedzi redaktora znajdują się we wzajemnej opozycji. Do tego symtomatycznie jeden z gości mówił o tym, że symptomatyczne dla Żakowskiego było opowiadanie się za niuansowaniem. Fakty, są faktami, a niuanse są podejrzane, bo rozmywają odpowiedzialność i odbierają frajdę z hasła „zamiast liści będą wisieć komuniści”.
Ale tak naprawdę nie o tym chciałem, chociaż nieco w temacie manipulacji, propagandy i niuansów. Jako, że na TVN24 się obraziłem z powodu poziomu, który uwłacza mojemu statusowi samozwańczego intelektualisty, członka nobliwego grona aułtorutetów i elyty (również samozwańczego), oglądam Discovery. Wprawdzie poziom również nie jest szczególnie wysoki, ale ciekawsze wybuchy, niż niesprawiedliwe urzędasy i grzyby na ścianach w programie „Prosto z Polski”, lub miś koala pijący piwo w Niemczech w dziale zagranicznym „Polska i świat”.
Na Discovery i National geographic triumfy święcą programy z serii “Jak oni to zrobili, w ten sposób, że my się nad tym nie zastanawiamy”. W jednym z odcinków pojawiła się kwestia zabawek – miniatur samochodów Ferrari. Proces produkcyjny oczywiście był umiejscowiony w Chinach. Lektor zachwalał precyzję wykonania każdego elementu. Logo samochodzików wielkości pinezki z kolejno nakładanymi warstwami farby, tak aby tworzyć jedną harmonijną całość. Kaski kierowców nie większe od paznokcia. Jak to jest zrobione? Przez tamtejszych pracowników, którzy kaski malują ręcznie, a znaczki manualnie ustawiają przy specjalnej drukarce. Robią to kilkakrotnie, ponieważ każdy kolor jest nakładany oddzielnie. Drogie rękodzieło? Bynajmniej. Współczesny obóz pracy. W programie zostało wspomniane, że miesięczna wypłata pracowników waha się od 50 do 100 euro. I tyle. Głównym bohaterem były samochodziki.
Niuansowanie nie było potrzebne. Bo po co? Poczucie winy u telewidzów? Zapewne Ferrari nie przyklepałoby takiego programu. Jak Łukasz Warzecha powiedział w programie – jak ktoś kolaborował to zdrajca i już. Nie ma niuansów. A jak ktoś kupuje zabawki, buty, kutrki, elektronikę wyrabianą w dzisiejszych zakładach pracy symbiotycznie powiązanych z naszym dobrobytem, to kat? Nie, to już niuanse, a te mogą przesłonić zdrowy ogląd rzeczywistości.




Komentarze
Pokaż komentarze (64)