Wczoraj świeży, acz wartościowy komentator Salonu24 Mini Joe podarował mi linka. Sądził, że skierowany został pod właściwy adres i się nie pomylił. Miałem o sprawie napisać już wczoraj. Jakoś się odwlekło i wyprzedziła mnie już Wyborcza. Właściwie nie świadczy to o mnie chyba najgorzej, bo ponoć wielkie umysły myślą podobnie, tak jak umysły ze szwadronów relatywizującej cywilizacji śmierci podobnie myślą. Wielokrotnie już czyniłem na tym blogu analogie między PRLem a systemem demoludnym. Zazwyczaj moje wynurzenia dotyczyły tabloidów i ich pewnego powinowactwa metod i funkcjonalnej roli w systemie społeczno politycznym do niegdysiejszych służb bezpieczeństwa. Czasami dotyczyły istnienia obozów pracy, które istnieją w symbiozie z dostatkiem Zachodu. Na utrzymanie nasze pracują setki milionów niewolników, podobnie jak na utrzymanie partyjnych notabli wyrabiał człowiek pracy. Przyszedł czas na porównanie obowiązkowego uczestnictwa w pochodach, do dzisiejszego obowiązkowego czynu, nazwijmy go eventowym.
Chcesz pracować? Nie chcesz zostać pominięty w przy najbliższej podwyżce? Nie chcesz mieć dowalonych obowiązków? No to musisz wyśpiewać. Ty nam zawsze, wszystko wyśpiewasz!
A tutaj jest odpowiednik radzieckich defilad:
Jakby ktoś miał wątpliwości, że sprawa jest popularna tylko w krajach, że tak powiem rozwijających się:





Komentarze
Pokaż komentarze (4)