W najnowszej Polityce ukazał się interesujący, jak zwykle zresztą, artykuł Edwina Bendyka. Autor, jeden z najciekawszych i najbardziej oczytanych polskich publicystów, zwykł opisywać wpływ nowych technologii na świat społeczny. Nie ukrywam, że Bendyk należy do moich faworytów pośród polskich współczesnych komentatorów. W artykule „Nasze supercyberdzieci” przedstawia technologiczny świat polskiej młodzieży. To są dzieci-cyborgi, które są zrośnięte z nowoczesnymi narzędziami komunikacji. Powołując się między innymi na badania Dominika Batorskiego mówi o mitach, dotyczących postrzegania cybermłodzieży. W powszechnym przekonaniu młodzi ludzie, którzy długie godziny spędzają przed komputerem, to bierna, prymitywna i nieczuła grupa. Jest wręcz odwrotnie. Internet jest miejscem spotkań i poszukiwań. Częste korzystanie z niego nie koreluje z biernością obywatelską tylko z partycypacją i zaangażowaniem. Koreluje również z czytelnictwem prasy drukowanej, książek i aktywnością kulturalną.
Wielu młodych użytkowników sieci nie wyobraża sobie życia bez natychmiastowej komunikacji. Ich (nasz?) świat społeczny jest ciągłą eksploracją via sieć. Kilka lat temu, bodajże Wiesław Godzic pisał, że zwyczaje towarzyskie młodych ludzi zmieniają się na kształt korzystania z Internetu. Są w pewnym stopniu chaotyczne, nielinearne; dzisiaj młody człowiek praktycznie nie potrafi umówić się na spotkanie ze znajomymi nie używając komórki. "Nie wiem, czy będę mógł się z Toba spotkać w czwartek o 20, to dopiero jutro. Zadzwoń do mnie w czwartek o 19." Do tego udany tzw. wypad na miasto łączy się z zaliczeniem kilku lokali, co przypomina konwulsyjny sposób buszowania w sieci. Internet nie jest więc tylko narzędziem komunikacyjnym, ale środkiem przekazu, który stał się przekazem. Podczas, gdy w mainstreamie najczęściej poruszane są tematy związane z fiszingiem, zagrożeniem danych osobowych, oraz możliwość kompromitacji przez umieszczanie półnagich zdjęć z długiej ręki po nagłym ataku photoshopa, Sieć przeobraziła strukturę społeczną. Młody człowiek to cyberflaneur, pozostający w ciągłym ruchu węzeł społeczeństwa sieci.
Bendyk pisze, że dla dzisiejszej młodzieży liczą się dwie rzeczy – kolektywność i pasja. Pierwsze jest realizowane przez N-K, Facebooki, blogi, komunikatory i skypey, drugie przez poszukiwanie twórców i twórczości, oraz tworzenie samemu i udostępnianie innym owoców swojej pracy. Dla młodzieży prawo własności intelektualnej i artystycznej jest abstraktem. Jest to swego rodzaju nowa komuna, w której występuje zasada „co moje, to Twoje, co Twoje to moje”. To chyba daje sporo miejsca dla nowej lewicy. Jednym z jej postulatów powinno być walka o wolność w sieci. Nie ma co się oszukiwać, ta wolność realnie istnieje. Oczywiście wisi nad nią martwa litera prawa. Nawet jednak reklamodawcy przyklepali istniejące zasady robiąc spot o Mietku, który z palcem w nosie ściągną z Internetu 25 tys. utworów. Gdyby próbował robić to zupełnie legalnie, zapłaciłby kilkadziesiąt tysięcy złotych (jeśli się mylę proszę mnie poprawić). Domeną polityków powinno być wspieranie instytucjonalne tej wolności, a nie próby jej ograniczania.
Najważniejszym skutkiem istnienia sieci jest przebudowa społecznej struktury. Wydaje się, że żadna siła polityczna (poza Partią Piratów) nie potrafi zdyskontować rewolucji, która się dokonała. A szkoda.





Komentarze
Pokaż komentarze (6)