Dobry kolega wysłał mi wczoraj linkę. Telewizja publiczna, dobry czas antenowy, tematy istotniejsze niż zagraniczne wiadomości w TVN24, pewnie spora oglądalność. A tu kto taki? Wybitny myśliciel, znawca Wittgensteina, niewierzący, ale praktykujący obrońca cywilizacji chrześcijańskiej Bogusław Wolniewicz. Nie po raz pierwszy zresztą. Redaktor Danuta Holecka Dunin ulubiła sobie ową interesującą postać, bo Wolniewicza widzę w tym programie po raz enty. Pomimo pewnego zażenowania towarzyszącego eksponowaniu w mediach pomysłów osób niezrównoważonych, mieszanka aparycji, poglądów i - mimo jak mniemam, pewnej estymy, którą darzy Holecka-Dunin profesora - próby jakiegoś cywilizowania gościa w studiu, klip mnie rozbawił. Sprawa wykracza jednak troszkę poza sferę wieczornej rozrywki.
Bogusław Wolniewicz dość często gości w programie „Minęła dwudziesta”. Podobnie znany podróżnik Wojciech Cejrowski. I pal licho jego program „Pan pokaże, pani pokaże, pan się przesunie” podróżniczy. Pytam jednak co obaj panowie robią w dobrym czasie antenowym (w jakimkolwiek) w telewizji publicznej wylewając swoje pomysły? Nie jestem oczywiście za cenzurą prewencyjną. Jestem zdania, że nie powinno być zakazu propagowania jakiegokolwiek totalitaryzmu. Nie znaczy to oczywiście, że w ramach równowagi dyskusji obok Gduli powinien zasiąść jakiś ogolony dyskutant z wytatuowanym szczerbcem na szyi.
Całkiem niedawno rozmawiałem z blogerem Chevalierem na temat dopuszczalnych granic dyskusji. Interesowało mnie rozróżnienie dwóch szkół. Pierwsza, nazwijmy ją saganizmem, od nazwiska popularyzatora nauki Carla Sagana, mówi, że rozmawiać należy ze wszystkimi, czy są to zwolennicy teorii expanding earth, chemtrailsów, rasiści, fundamentaliści religijni, czy nawet Jarosław Gowin. Druga szkoła, nazwijmy ją politpoprawną, wychodzi z założenia, że wektor rozwoju cywilizacji jest w jakimś stopniu ukierunkowany i do niektórych dyskusji nie należy wracać i zastanawiać się np. nad tym, czy obcinanie rąk byłoby skuteczne w walce z drobnymi kradzieżami, czy homoseksualistów powinno się karać za sodomię, czy istnieją etyczne implikacje w różnicach między rasami.
Stoję trochę w, za przeproszeniem, rozkroku. Z jednej strony, jak zauważył Chevalier na blogu rzeczywiście ulubiłem grę w saganizm, z drugiej jednak uważam, że przestrzeń debaty, która odbywa się w publicznych mediach powinna być zamknięta dla pewnych poglądów. Oczywiście nie w sposób instytucjonalny, ale na zasadzie pewnej gentlement’s agreement. Nie wpuszcza się na salony poglądów barbarzyńskich, czy rasistowskich. Oczywiście dla propagatorów i entuzjastów barbarzyństwa jest miejsce (dopóki za ich niezdrowymi wymysłami nie pójdą czyny). Takim miejscem jest chociażby Internet, a w nim różnego rodzaju platformy blogerskie.





Komentarze
Pokaż komentarze (68)