Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że samo jądro sporu dotyczącego miejsca pochówku pary prezydenckiej mnie nie interesuje. Nie uważam, żeby Wawel był miejscem idealnym, jednak nie sądzę, żeby było to zagadnienie w tym czasie na tyle istotne, aby kruszyć o to kopię. Ostatecznie wydaje się, że propozycja przyszłego pochówku wszystkich prezydentów w tym szczególnym miejscu, o ile zostałaby wcielona w życie, byłaby rozwiązaniem optymalnym. Jest jednak coś interesującego w samym niezdrowym sporze.
Po tym, jak okazało się, że lokalizacja wawelska, że się tak niefortunnie wyrażę, budzi kontrowersje nagle wszystkie strony, które, jak się wydaje, decydowały o miejscu pochówku, umyły ręce. Kardynał Stanisław Dziwisz twierdzi, że to była decyzja rodziny. Adam Bielan z kolei uważa, że to nie Jarosław Kaczyński zdecydował o lokalizacji. Matka Lecha Kaczyńskiego, co wydaje się być chyba najbardziej przejmującym elementem tragedii, o śmierci syna jeszcze nie wie. Cała ta niezwykle niefortunna sytuacja, wskazuje, że decyzję o pochówku na Wawelu podjęła córka prezydenta, co jednak wydaje się mało prawdopodobne. Nie potrafię zrozumieć dlaczego w tej tragifarsie nikt po prostu nie powie otwarcie, że decyzja należała właśnie do niego?





Komentarze
Pokaż komentarze (49)