Bloger Chevalier kilka dni temu zwrócił uwagę na teks Joanny Lichockiej „Jak trafić do serc nowych wielkomiejskich?”, w którym autorka między innymi zwraca uwagę fakt wysokiego poparcia Bronisława Komorowskiego w aresztach śledczych. Chwyt dość znany i silnie eksploatowany przez zwolenników Prawa i Sprawiedliwości. Że niby złodzieje boją się Kaczyńskiego, bo ten taki prawy, a głosują na PO, bo jest między nimi a ową partią jakaś koligacja, jakaś zbieżność interesów.
Manewr to oczywiście dość zabawny, bo betonuje wizję PO jako partii kryminału i elementu. Jest jedno ale – aresztanci nie tyle widzą wspólnotę interesów z partią Donalda Tuska, ile wierzą Kaczyńskiemu. To jego najbardziej słuchają i to on jest bohaterem ich politycznej wyobraźni. PR PiSu największą siłę rażenia ma pośród elementu i kryminalistów. Joanna Lichocka zadaje pytanie socjologom skąd taka jednomyślność w aresztach. Ja bym nieco je zmodyfikował: dlaczego PR PiSu tak skutecznie działa właśnie na aresztantów?





Komentarze
Pokaż komentarze (38)