Kiedy ruszała moda na portale społecznościowe od niechcenia zalogowałem się na gronie. Miałem 16 znajomych. Nie tylko chodzi o to, że mnie nikt nie lubi, chociaż o to też, ale też o to, że nie przyjmowałem zaproszeń, nie wysyłałem ich, a grono wydawało mi się nieco nachalnym kanałem autopromocyjnym. Apogeum autopromocji była oczywiście Nasza Klasa. Tutaj mam tylko dwóch znajomych. Mam dziwne uprzedzenie do portalu dziuń wyginających się przy meblościankach, umięśnionych ciach robiących sobie zdjęcia w łazienkach, z brudnym lustrem i porozwalanymi ciuchami. Nie przypadły mi do gustu zdjęcia żagli na mazurach, palm w nie-egzotycznych krajach, zdjęć uroczych, niespodziewanych (niechcianych) dzieci, które na Naszej szybko stają się „iskierkami życia”, „sensami istnienia”, „jedynymi słoneczkami”, a ich wizerunki multiplikują się w dziesiątki. Moda na Naszą Klasę przemija, ta bowiem utonęła w swojej przaśności i siermiędze. Polska oszalała na punkcie facebooka. Tutaj założyłem konto tylko i wyłącznie z ciekawości. Odwiedziłem je ze 3 razy w życiu. Zapewne, aby przynależeć do światłych powinienem zmienić ten stan rzeczy, bo choć facebook jest kolejną formą sieciowego lansu przejawiającego się w wypisywaniu możliwie mało znanych kapel jako swojego hobby, bardziej znanych, acz offowych reżyserów i anglojęzycznych grup dyskusyjnych, to jednak aktywność tam wydaje się bardziej pociągająca. To tytułem wstępu, a motywem przewodnim oczywiście jest Kataryna.
Grajdół Salonu24 znowu oszalał na punkcie blogerki tym razem z powodu jej zbanowania na FB. Ponoć w sprawę zamieszany jest Donald Tusk, który zadzwonił do Marka Zuckerberga. Ten, jak niedawno pisał, bodaj Bartek Chaciński to niemiły typ, więc szybko doszli z premierem do porozumienia i kataryna została ocenzurowana. Wiadomo nie od dzisiaj, że blogerzy w Polsce mają wielką siłę oddziaływania i mogą zmienić wynik wyborów. Wybory się zbliżają, PO drży, bo pomimo tego, że PiS w momencie największej glorii i chwały przegrał już czwartą elekcję, to depcze partii rządzącej po piętach. Kataryna nie stoi oczywiście po stronie PiSu, tylko, przepraszając Azraela za wykorzystanie jego motta, po stronie prawdy, a ta w domyśle jest niemal tożsama z partią Kaczyńskiego. Przynajmniej takie mam wrażenie, bo pośród pisowskich blogerów "Prawda", obok "cyngli", "politpoprawności", "et consortes", "wyższych wartości" zajmuje eksponowane miejsce w niezwykle szerokiej palecie erystycznej. Kacapy nie mogą sobie pozwolić na tak niebezpiecznego i niewygodnego przeciwnika jak kataryna. Stąd nocny telefon Tuska do Marka Zuckerberga, siwy dym cygara z jednej strony drutu, marihuany z drugiej, półmrok i zawieszone w niedopowiedzeniu słowa.
Nie wiem jakie były prawdziwe powody zbanowania kataryny. Salon24 grzmi, że to cenzura. Być może – sprawą się nie szczególnie interesowałem. Nie o to jednak chodzi. Kataryna ma już na polskiej prawicy taki handicap, że nawet mandaty za wyprzedzanie na pasach na czerwonym świetle będą przez polską prawicę traktowane jako spisek Onych przeciwko blogerce. Wydaje mi się, że powód zbanowania (czego nie przesądzam) może być zupełnie prozaiczny, jednak tu, na Salonie wszystkiemu zawsze winne będzie PO, dyktat politycznej poprawności, WSI24 i nieprzychylne środowiska lewicowo-liberalne.





Komentarze
Pokaż komentarze (93)