Kiedy w komentarzach, albo w notkach wspominam o, mówiąc eufemistycznie, lekceważącym stosunku Polaków do prawa, na ustach (palcach?) prawicowych komentatorów pojawia się piana. W imię dobrego imienia Narodu i Ojczyzny lecą insynuacje, czasami obelgi, ad personamy i inne syndromy niezgody na rzeczywistość. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek słuszny gniew prawicowca sprzeciwił się samej tezie o polskiej pogardzie dla prawa. Zazwyczaj jest to po prostu obraza uczuć narodowych; o pewnych kwestiach nawet jak się wie, nawet jeśli są one oczywiste jak 2 plus 2 równa się 4, nie mówi się głośno, bo największym policzkiem dla mentalności peryferii jest nasranie do własnego gniazda.
Proszę mnie poprawić, jeżeli się mylę – nie jestem prawnikiem, ale wydaje mi się, że decyzja o przeniesieniu krzyża była prawnie wiążąca. Pomimo tego wśród „obrońców krzyża”, który ostatnio ponoć abdykował z funkcji symbolu religijnego, czego chyba najlepszym dowodem było stwierdzenie kościelnej huerarchii, że Kościół nie jest stroną w "sprawie krzyża", znalazł się poseł PiS Stanisław Pięta. Nie po to, żeby przekonać rozfanatyzowany tłum do ustąpienia, ale po to, aby ten tłum wspomagać w walce. Szaleństwem byłoby domaganie się od fanatyków poszanowania prawa. Fanatyk ma inne prawa nad prawem stanowionym; różnego rodzaju prawa naturalne, prawa boskie, sprawa swarożycowe i jakie tam jeszcze zostaną mu zesłane przez demiurgiczne stwory z Olimpu. Jednak poseł, który sprawuje swój mandat w oparciu o prawo ustanowione przez ustawodawcę i który działa w jego ramach nie powinien znaleźć się w tamtym miejscu w jakiejkolwiek innej roli niż tylko tego, który rozmiękcza stanowisko fanatyków. Tymczasem poseł Pięta twierdzi, że był pośrednikiem między krzyżowcami a Strażą Miejską w sprawach, za przeproszeniem, kloacznych – prosił strażników, aby ci wypuszczali pikietujących na siusiu.
Senator Zbigniew Romaszewski w rozmowie z Bartoszem Arłukowiczem zachodzi w głowę komu przeszkadza krzyż. Podobne myśli tłuką się po głowach większości (wszystkich)? wypowiadających się publicznie posłów PiS. Pytaniem pierwotnym nie jest pytanie o Konstytucję, tylko o to „komu to przeszkadza”? A komu przeszkadzałoby logo Forda, albo Apple przy Pałacu Prezydenckim? Komu przeszkadzałoby żeby Prezydent nagle zmienił nazwę swojego stanowiska na Komentant? No komu by to przeszkadzało?
Dzisiaj Igor Janke pisze natomiast o możliwości postawienia przed Trybunałem Stanu Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera za zbrodnie wojenne. Powodem decyzji prokuratury miałyby być tortury dokonywane na więźniach w „wypożyczonym” dla CIA ośrodku w Starych Kiejkutach. Publicysta stwierdza: „Było to niezgodne z konstytucją, ale moim zdaniem – było zgodne z polska racją stanu.” Z Polską racją stanu jest więc zgodne łamanie konstytucji. I dalej: „Jeśli więźniowie byli tam torturowani, to już znacznie gorzej się z tym czuję. Bo tortur jako metody się wyrzekliśmy, ale przecież wojna….”. Wprawdzie się tych tortur wyrzekliśmy, ale w końcu wiadomo – wojna. Bombardują nam Warszawę, gwałcą nasze kobiety, rabują majątek narodowy! Nie ma wyjścia, trzeba podtapiać i razić prądem.





Komentarze
Pokaż komentarze (42)