Znana jest powszechnie pisowska wykładnia dotycząca genezy konfliktu wokół krzyża. Otóż koczowanie rozpoczął nie kto inny jak Bronisław Komorowski i on odpowiada za zgromadzenie tam grupy rozmodlonych fanatyków. W tej interpretacji obrońcy krzyża, choć żaden z entuzjastów hipotezy nie powie tego głośno, to bezwolna, głupawa masa, którą łatwo manipulować. Być może coś w tej hipotezie jest: nic nie dzieje się przecież bez przyczyny. Jednak upatrywanie jednej przyczyny w jakimś zjawisku, zwłaszcza na gruncie społecznym, jest poznawczą arogancją.
Wyborcza donosi o zniszczeniu tablicy upamiętniającej katastrofę smoleńską oraz mord katyński. Tablica została sfinansowana przez uczniów lokalnego liceum ogólnokształcącego, którego absolwentami byli zamordowani w Katyniu oficerowie. Ufając, że wśród zwolenników teorii o wywołaniu sporu przez Komorowskiego i o jego demiurgicznej mocy obecne jest źdźbło konsekwencji i szczątki intelektualnej uczciwości muszą chyba przyznać, że odpowiedzialność za zniszczenie tablicy spada na Jarosława Kaczyńskiego. To on bowiem podgrzewał atmosferę wokół krzyża Akcja i reakcja. Dewastatorzy są więc w pewnym sensie rozgrzeszeni, podobnie jak fanatycy spod krzyża.





Komentarze
Pokaż komentarze (22)