O redaktorze Grzegorzu Braunie stało się ostatnio głośno za sprawą jego wystąpienia w Polskim Radiu Wrocław, w którym oskarżył prof. Miodka o współprace z SB. Sprawa dość mocno wytarta już przez media i ciągle badana przez komisje Uniwersytetu Wrocławskiego. Redaktor Braun udzielił w zwiazku z tym wydarzeniem około półtora tysiąca wywiadów, a nawet będąc na fali pojawił się u Pospieszalskiego. Tam korzystajac ze swoich pięciu minut mówił o Targowicach, jak również nazwał ludzi obecnych na konferecji w obronie demokracji w Audimaxie na UW "obrażonymi guwernantkami". Rozumiem, że obecnosć Rakowskiego, Wachowskiego i Piskorskiego może irytować. Mnie również zirytowała. Podobnie jak irytować może obrona porządku demokratycznego przez Wałęsę, który swego czasu "chodził po granicy prawa dla dobra państwa" czy też obecność Kwaśniewskiego. Wyrażanie się jednak o Zollu, Skardze, Królu, Osiatyńskim, Bodio, Wojtaszczyku, Winczorku, etc. etc. "obrażone guwernantki" mówi wiecej o samym autorze słów niż o guwernantkach. ...Zostawmy.
Chciałem wspomnieć o innej aktywności publicysty Brauna. Otoż Grzegorz Braun jest reżserem dość głośnego filmu "Plusy dodatnie, plusy ujemne". Traktuje on o rzekomej agenturalności Lecha Wałęsy. Film zyskał juz sobie przydomek pierwszego półkownika IVRP ze względu na to, że nawet telewizja Wildsteina nie chciała go wyemitować. Film jest łatwo osiągalny w intenecie. Tamteż go obejrzałem i wnet zrozumiałem dlaczego TVP emitować go nie chce.
Pan Braun "odnalazł" w różnej maści teczkach papiery na Wałęsę. W filmie, z tego co pamietam, jednoznacznie nie jest powiedziane, że TW Bolek, to własnie Wałęsa. Raczej jest przedstawiony łańcuch poszlak. Ubarwione to jest wspomnieniami między innymi Gwiazdów i Wyszkowskiego. Na końcu reżyser udał się do samego prezydenta, aby sprawę wyjaśnić. Tam wykorzystał rzydką cechę Wałesy, mianowicie megalomanię, aby ostatewcznie zrobić z Wałesy zakłamanego konfidenta, demona i furiata. Ot Baraun obnażył nam prawdziwą nature byłego prezydenta. Mam dziwne wrażenie, ze w filmie były równiez motywy zaczerpniete z klasycznej już "Nocnej zmiany", wielkiego i uznanego na całym swiecie rezysera, Jacka Kurskiego. Film Brauna zresztą, z filmem Kurskiego łączą nie tylko wspólne kadry, ale też dramaturgia i ogromne napięcie, które towarzyszy odkrywaniu Prawdziwych dziejów.
Grzegorzowi Braunowi zapomniało się jednak wspomnieć o kilku, chyba dość istotnych faktach. Zapomniało mu się o akcji koordynowanej przez wiceministra Ciastonia mającej na celu dyskredytajce Wałesy. Zapomniało mu się również napomknać o niejakiej, budzącej dość spore podejrzenia, organizacji OKO, która kwity o Wałęsie rozprowadzała. Zapoomniało mu się w końcu (z tego co pamiętam z filmu, ale mogę źle pamiętać) wspomnieć o tym, że zachowały się jedynie kserokopie dokumentów o Wałęsie. Oryginałów brak.
Nie lubię kategorycznych sadów, wiec zadam tylko pytanie: Czy Pan Braun jest "poźno urodzonym rewolucjonistą" (ale przecież ma już lat 40), czy "młodym chamem"? A może ani jednym, ani drugim. Może...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)