Przedwczoraj miały miejsce dwa wydarzenia. Pierwsze: 300 więźniów we Włoszech osiadujących dożywocie poprosiły o zmianę wyroku na karę śmierci. Drugie, to post Tad9 o tym właśnie wydarzeniu popierający postulaty osadzonych. Udowadniał on, że czasami kara śmierci jest wybawieniem (vide włoski list). Wniosek zapewne prawidłowy, jeżeli przyjie się takie oto przesłanki: dożywocie w pewnych sytuacjach jest pożądane, wyrok jest nieodwołalny. Dlaczego jednak kara ięzienia ma być nie odwołalna?
Dlaczego kara smierci jest barbarzyństwem? Pierwszy argument, to oczywiście jej nieodwracalność. Jeśli skazaniec został stracony niesłusznie, to nie można zadosćuczynić straty po smierci. Jeśli natomiast siedzi w więzieniu, to jest większe prawdopodobienstwo, ze w trakcie wyroku (o ile został skazany niesłusznie) pojawi się możliwość jego zrehalilitowania. Drugim argument to odpowiedz na argumenty zwolenników kary głównej. Kara śmierci nie odstrasza od popełniania czynów taką sankcją obłożonych. Jeśli natomiast wyjdziemy z kantowskiego założenia, że cżłowiek jest "celem samym w sobie", to zabijanie dla przykładu jest co najmniej nie na miejscu. Od dawna wiadomo, że odstrasza nie wysokość kary, tylko natychmiastowość i nieuchronność jej zastosowania. W ten sam sposób odpadają wszystkie utylitarne argumenty typu "więzień w celi za dużo kosztuje". Pozostają kwestie moralne.
Czy kara smierci jest zrównaniem prawa ofiary i prawa mordercy? W pewnym stopniu napewno. Ale skoro ofiara przez sprawce została brutalnie okaleczona, to czy skazany, w majestacie prawa, powinien byc równie brutalnie zamordowany? Wielu czytelników Faktu by zapewne się z tym zgodziło, jednak można przyjąć, ze nawet zwolwnnicy kary smierci,będący bardziej oczytani niż entuzjaści tabloidów byliby takim pomysłem zniesmaczeni. A co z adekwatnościa zbrodni do czynu w innych przypadkach? Jęsli ktoś dopuścił się nieumyślnego spowodowania śmierci? To znaczy, że trzeba "nieumyślnie wykonać wyrok"? A jesli ktoś kogoś okradnie? czy to znaczy, że nalezy go okraść? Adekwatność kary do czynu, podobnie jak pojęcie sprawiedliwości jest konstruktem społecznym. Nie bez kozery kara śmierci nazywa się kara główna. Nie tak dawno temu kara smierci była najczęściej orzekanym wyrokiem. Wszystkim się wydawało, że jest ona sprawiedliwa, a gawiedź na rynkach miała do tego sporo zaabawy patrząc na dyndajacych denatów. Czy kamienowanie za cudzołóstwo jest karą niesprawiedliwe? Oczywiście, że jest. Ale proszę spróbować przeforsowć ten poglad w Nigerii.
Państwo nie powinno kierować się checią zemsty. Nie moze kanalizować gniewu, za przeproszeniem, plebsu. Co prawda uważam, że cżłowiek, który w afekcie zabije kogoś, kto pozbawił życia najbliższą mu osobę, powinien być traktowany bardzo łagodnie, ale argument ten nie odnosi sie do instytucji panstwa. Panstwo powinno dążyć do "naprawienia, bądz minimalizowania zła". Europa nauczyła się rozwiązywac problemy połeczny inaczej niż za pomocą stryczka.
Dla mnie najważniejszym argumentem jest argument empatii. I na tym gruncie uważam, że skazywanie kogokolwiek na smierć jest barbarzyżstwem. Instytucjonalizacja barbarzyństwa jest... barbarzyńska.
Dlaczego nie dożywocie? Ponieważ ludzie, którzy nie mają możliwości wyjścia z więzienia nie mają interesu w tym, aby się poprawić (warto tutaj oczywiście przyjąć założenie, że każdy poprawić się może, czy to przy pomocy pchoterapeutycznej, czy farmakologicznej, czy jakiejkolwiek innej). Życie podczas dożywocia jest uciążliwe do tego stopnia, że chce się je zamienic na karę śmierci (vide włoski list).
Co do dość demagogicznego argumentu zwolenników kary smierci: "jeśli ktoś zabiłby Twoje dziecko to byś był za karą smierci", odpowiadam: jeśli Wasze dziecko popełniłoby czyn, który pod karę śmierci podlega, to czy byście wykonali wyrok?


Komentarze
Pokaż komentarze (8)