Pod takim tytułem dzisiaj w AudiMaxie na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się łże-elicka debata z serii "wykładów tishnerowskich". W panelu udział wzięli: Giuliano Amato, Jerzy Hausner, Wiktor Osiatyński, Adam Krzemiński i Kazimierz Kutz. Uczestnicy poruszyli kilka problemów, które sa nieodłącznie związane z dzisiejszą lewicą. Pojawiła się i kwestia tolerancji, i kwestia pęknięcia bogaci-biedni, i kwestia przestępczości, i kwestia coraz większego zamykania się społeczeństw i wzrastania w nich wrogości wobec obcych.
Od pewnego czasu, pomimo prób zawłaszczana przez władzę jezyka debaty publicznej, jak i samego dyskursu do opinii publicznej coraz częściej przebijają się tematy związane z, nazwijmy to, polem zainteresowań nowej lewicy. Do bedaty wkroczyły gender issues, ekologia. Gdzieś czasami pojawia się alternatywna, wobec neokonserwatywnej, idea rynku. Dzisiejsza (a raczje już wczorajsza debata) jest kolejnym kamyczkiem w ogródku. Dość ważnym, bo lewica na całym świecie jest raczej w defensywie. Amerykanski główny towar eksportowy- nienawiść, zalała światowe rynki. Dzisiejsze megatrendy to nieufność, lęk i poczucie zagrożenia. Debata na UW tych trendów raczej nie zmini, ale a nuż, coś do opinii publicznej znowu przecieknie.
Jerzy Hausner, zabierając głos w dyskusji, słusznie zwrócił uwagę na to, że nie mamy absolutnie żadnej koncepcji na to co zrobić z czekającą nas, prędzej czy póniej, inwazją imigrantów. Co zrobi polskie społeczeństwo jak przyjedzie do nas rumuński, ukraiński, kto wie, może i białoruski hydraulik? A no pewnie Polak się zdenerwuje, że już hydraulikiem być się nie opłaca. Co zrobi biedny katolik (na co zwrócił uwagę Krzemiński, za katolikami nie przepadający) jeśli przyjdzie mu drzwi w drzwi mieszkać z prawosławnym, a może nawet muzłumaninem? Co się stanie jak na ulice wypełzną nie tylko gender-manifestacje, ale i manifestujący kolorowi? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Z jednej strony nasze społeczeństwo się otwiera- młodzi coraz rzadziej postrzegają pariotyzm w optyce narodowo-plemiennej. Jeśli już jakiś patriotyzm przejawiają (co niestety częste nie jest i jest tematem na odrębną dyskusję) to raczej ten obywatelski i ten otwarty. Z drugiej strony jednak radykalizują się grupy niechętne zmianom, zamknięte, niemalże polsko-arytjskie. Radykalizują się baumanowscy zglokalizowani, czyli ci którzy nie nadążyli za przemianami globalnymi, radykalizuje się w końcu społeczeństwo nie interesujące się życiem publicznym na codzień. Oczekuje ono prostych rozwiązań w coraz bardziej złożonej rzeczywistości.
Krzemiński, jak to Krzmiński, mówił o radykalizującym się katolicyzmie niezdolnym do koegzystencji. Katolicyzmie stygmatyzującym "tych innych", i katolicyzmie wykluczającym. Dzisiejsza wiara staje się bastionem stabilności w płynnej nowoczesności. Daje bezpieczeństwo wspólnoty, ale przez to wyklucza niewierzących, bądź wierzących w coś innego.
Kutz, jak to kutz, mówił o Śląsku.
Najciekawsze kwestie, zdaje mi się, poruszył Amato. Mówił o zamykaniu się społeczeństw. O zamykaniu się ludzi jednych wobec drugich. Hausner powiedział , że "żyjemy wśród obcych". Wszyscy dla nas są obcy. Kiedys zamykaliśmy się w mieszkaniach. Następnie zamykaliśmy się w całych blokach zakładając domofony. Teraz zamykamy się w ogorodzonych osiedlach. Gdzie się jeszcze zamkniemy, żeby czuć się bezpiecznie? Na gazecie pl był niedawno reportaż o tym jak dzięki iPodowi mozna odciąć się od brudnego świata. Wszystko jest ok, wtedy kiedy wszystko jest iPod.
Na debatach w Audimaxie bardzo często obecni są partyzanci- michnikowska spuścizna, kilku odważnych, korzystających z możliwości zadania pytań przez mikrofon. Tylko poglądy nie zawsze a'la Michnik. Partyzanci to grupka szalonychch dyskutantów, którzy za wszelką cenę chcą zakrzyczeć panelistów i wygłosić swoje słuszne zdanie. Dzisiaj niestety możliwosć zadawania pytań była ograniczona. Debata z publicznością ograniczała się do zadania pytań na kartce, którą później trafiała do prowadzącego, a ten pytania selekcjonował. Żaden partyzant mikrofonu nie dostał (przynajmniej tak mi się zdaje, wyszedłem przed zadawaniem pytań, bo wiedziałem, że nie bedzie można zapewne na nieustraszonych dyskutantów popatrzeć).
Siedział przede mną jednak cżłowiek, który przejawiał jednak partyzanckie inklinacje. Kiedy Osiatyński mówił o kosmonautach, którzy będąc w okolicach księzyca doznali iluminacji i absurdalne im się wydały ziemskie konflikty, to ów potencjalny partyzant kiwał głową. Nie wiem, czy nie wierzył, ze odległości 300 tys. km ziemskie konflikty mogą wydawać się absurdalne, czy nie wierzył, że ktoś na księżycu był.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)