Dwie wiadomości od kilku dni nie schodzą z headów serwisów informacyjnych. Pierwsza to szczyt G8, a druga, chyba znacznie ciekawsza i z pierwszą wiadomością powiązana, to alterglobalizm. Są dwie główne szkoły rozpatrywania tego co robią lewicowi aktywiście. Pierwsza, która jest domeną mediów prawicowych, wygląda mniej więcej tak: grupa ogłupiałych dzieciaków, których umysły zatrute są komunistyczną utopią, nie mających co robić z wolnym czasem rzuca kamieniami w bogu ducha winną policję. Drugie, coraz popularniejsze podejście wygląda tak: właściwie ci alterglobaliści mają rację, tylko dlaczego rzucają kamieniami w bogu ducha winną policję?
W 1913 roku brytyjka Emily Davison rzuca się pod kopyta konia. Robi w proteście przeciwko dyskryminującym kobiety prawie wyborczym. Ginie w szpitalu w wyniku poniesionych obrażeń. W prawdzie prawa wyborcze kobiet i męzczyzn w Wielkiej Brytanii zostaja zrównane dopiero w 1928, ale akt z 1913 położył podwaliny pod późniejszy sukces całej kultury emancypantek i sufrażystek.
Pod koniec lat 60 feministki podczas konkursu piękności wtargnęły na scenę, na której odbywała się uroczystość i zrzuciły sdwoje staniki, traktując je jako przedmiot upokorzenia i męskiej dominacji. Akt ten przeszedł do historii jako "spalenie staników". Nawiasem mówiąc sporo jest wątpliwości, czy biustonosze rzeczywiście płonęły.
Także w latach 60 feministka strzeliła do Andyego Warhola, próbujac trafić w jego męskośc. Hybiła. Warhol z raną postrzałową brzucha trafił do szpitala, a feministka do szpitala psychiatrycznego.
W 1971 roku Jimi Bohlen i Dorothy Stow udają się wraz z kilkoma innymi osobami kutrem rybackim noszącym nazwę Greenpeace! w stronę Alaski, gdzie przeprowadzane są testy nuklearne, aby wstrzymać kolejne detonacje. Sprawa zyskuje rozgłos. Kiedy w roku 1974 David McTaggart na kutrze Greenpeace III płynie na atol Mururoa interesują się nim wszystkie media. Wygrywa z Nixonem, który postanawia o zaprzestaniu prób.
W końcu lat 70' grupka dziwaków skupiona wokół Paula Ponga wypływa na morze, aby tam ścierac się z radzieckimi i japońckimi wielorybnikami. Zdjęcie harpuna lecacego ponad głowami obronców wieloryba obiegło świat.
Dzisiaj, w liberalnym świecie, nikt już nie odmawia praw wyborczych kobietom, nie uważa (przynajmniej dzieje się tak w większosci krajów liberalnych) feministek za chore psychicznie baby, nie przeprowadza, ot tak sobie, prób nuklearnych, a polowanie na wielorybyt jest praktycznie zakazane. Gdyby nie wyżej wspomniane spektakularne akcje do świadomości społecznej nie przedostałyby się problemy w nich poruszane.
Wydaje mi się, ze tak też jest też z dzisiejszymi alterglobalistami. Mozna się zrzymać na ich metody, na dwulicowość, na fanatyzm, brutalność etc, etc. Jednak właśnie dzięki wyzej wymienionym cechom ich aktywności realne globalne problemy przesączają się do świadomości zwykłych śmiertelników. Jeszcze 10-15 lat temu kwestia ocieplenia klimatu była traktowana jako lewacka fanaberia. Dzisiaj, nie rozstrzygając kwestii w jakiej mierze ocieplenie jest winą cżłowieka, stało się ono problemem nr 1 w globalnej polityce. Przyjamniej deklaratywnie. Mówiąc Sloterdijkiem, do cywilizacji euro-atlantyckiej dochodzi przekaz o tym, że coś poza "krzyształowym pałacem" istnieje. Że istnieje na świecie problem głodu, wyzysku, eksploatacji, że nasza cywilizacja licząca miliard ludzi jest tylko wyspą zamożności na jeziorze biedy. Obawiam się, że jeśli nie zdamy sobie w porę tego sprawy i nie przewartościujemy pewnych kwestii, to baumanowskie "odpady", czyli grupy, narody, ba, nawet całe cywilizacje, które w pewnym stopniu skazaliśmy na wegetację i wyrzuciliśmy przez drzwi, wrócą do nas oknami i zrobią nam przemeblowanie. Przedsmak tego zaznaliśmy na naszym podwórku, a nową aranżację wnętrza zaserwowały nam moherowe berety.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)