Sprawę Alicji Tysiąc znamy najprawdopodobniej wszyscy i najprawdopodobniej wszyscy też mamy na ten temat wyrobione zdanie. Kobieta wygrała niedawno sprawę przed strasburskim Trybunałem w sporze z państwem polskim. Dzisiaj państwo polskie słowami Romana Giertycha mści się za kleskę na Tysiąc.
Dzisiejsza tzw ustawa antyaborcyjna dopuszcza możliwość przerwania ciąży w wypadku mn. zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety, stwierdzonego przez lekarza innego niż ten, który dokonuje przerwania ciąży. Państwo polskie nie dość, że nie respektuje stanowionych przez siebie przepisów, to jeszcze jawnie przeciwko nim występuje.
Alicja Tysiąc stała się elementem cynicznej gry politycznej. Nie liczy się obywatel, liczy się elektrat. Sama kobieta jest najmniej ważnym ogniwem w łańcuchu zdarzeń. Dla polityków rządzących stała się piłeczką pinpokgową w rozgrywkach o wyborcę. Bodajże Marian Piłka mówił o odwołaniu takimi słowami: W razie klęski polskiego wniosku, bedzie to cios dla wizerunku Polski." A obywatel?
Kaczyński pozwolił Giertychowi stanać w świetle reflektorów i występować "w obronie życia poczetego". Cynizm Giertycha nie zna granic. Miałem nadzieję, że jego wystąpienie w gdańskim gimnazjum i konferenca prasowa w szkole, której uczennica powiesiła się po aktach molestowania ze strone kolegów ze szkolnej ławy, będzie ostatnim takim PRowskim aktem z jego strony. Pomyliłem się. Giertych ma gdzieś wszelką przyzwoitość. Dzisiejsze określenie prezydenta Wałęsy skierowane w stronę Kaczyńskiego, o wiele bardziej pasuje do Giertycha.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)