Na wstępie chciałem powiedzieć, że wiele z moich tez zapewne już gdzieś padło. Nie są zbyt wydumane, nie są też emanacją woli dziejów i mogą okazać się równie fałszywe, jak tezy tych, którzy twierdzili, że ostatnie wybory wygra PO.
Nie śledzę ostatnimi czasy zbyt dokładnie sceny politycznej i nie czytam każdego sondażu. Swoje wnioski buduję na przesłankach wynikających z mega, a przynajmniej makrotrendów, które odkrywam za pomocą szkiełka, oka i innych przyrządów.
Po pierwsze:
PIS wbrew temu, na co wskazują liberalne (lyberalne) media, nie ma za sobą na tyle dużych wpadek, aby opinia publiczna go znienawidziła. Bierze się to z kilku powodów. Po pierwsze polska opinia publiczna nie jest czuła na argumentację powołujacą się na opinię międzynarodową, na kulturę prawną, na dobrą praktykę polityczną. Powiem więcej. Większość opinii publicznej zupełnie nie rozumie błędów Anny Fotygi, Zbigniewa Ziobry, Jarosława Kaczyńskiego. Wręcz przeciwnie. Reminiscencję dawnych dziejów, które szerokim echcem dudnią w zbiorowej świadomości, każą wierzyć, że "Polska wstająca z kolan", to Polska wojująca, dobry mister sprawiedliwości to taki, który wsadza do więzień i aresztuje, a dobry premier to taki, który odwiedza "zwykłych ludzi" i "daje w kość bogaczom", tym bogaczom z tabloidów. Myślę, że o tych prostych faktach zapomina wielu publicystów, dziennikarzy i analityków.
Po drugie:
PIS posiada wciąż i nadal handicap w postaci własnego wizerunku wojowników uczciwości i nieskazitelności. Nie krandą, nie są bogaci, czyli są uczciwi. Bo czy ktoś Kaczyńskiemu może zarzucić, że kradnie, ma miliony na kontach. Nie może, bo Premier konta, przynajmniej do niedawna, nie posiadał. Ja oczywiście kradzieży Braciom również nie zarzucam. Potyczki polityczne PIS są dla ogromnej większości wyborców zupełnie niezrozumiałe. Wiedzą, że ktoś się bije, że brzydzą się polityką, ale skoro Kaczyńscy są uczciwi, to zapewne ktoś ich atakuje. Zapewne ktoś nieuczciwy.
Po trzecie:
Argument podnoszony po stokroć: polski elektorat jest niezwykle niestabilny. Gros ludzi głosujących 2 lata temu na Prawo i Sprawiedliwość; 6 lat temu głosowało na SLD. Wielu z wyborców budzi się w dniu wyborów z zamiarem głosowania na lewicę, po południu, kiedy stoją nad urną skreślają nazwiska z lewej strony politycznej. Międy innymi dlatego, że nie rozumieją czym prawica od lewicy się różni. Dlaczego więc głosować na PiS? Bo przestępców mniej (przynajmniej taki jest społeczny odbiór, bo w statystykach mniej jest tylko pospolitych przestępstw, liczba najbrutalniejszych zwrasta), bo jest wzrost gospodarczy, bo "ten, a ten pan nikogo już więcej nie zabije". Elektorat nie jest związany ideowo, bo nie bardzo rozumie zawiłości dzisiejszego niezwykle skomplikowanego świata. Elektorat związany jest z partią, której udziela poparcia w sposób niezwyke pragmatyczny. Między innymi stąd hakie, a nie programy.
Po wtóre:
Część społeczeństwa, która miałaby siłę wybrać którąś z opozycyjnych partii w wyborach udziału brać nie zamierza. Brzydko mówiąc ta część społeczeństwa demokrację ma gdzieś. Dziesiejsza polska milcząca większość to głównie ludzie młodzi, dla których spełnieniem nie jest partycypacja, ale defensywa i pogrążenie się w świecie second life, filmów z Małaszyńskim i lifestylowych iPodach. Społeczeństwo obywatelskie zamiera, a jego niedobitki stanowi wyborca głównie konserwatywny czujący obowiązek wobec narodu i ojczyzny. Papka kultury masowej stanowi dla wielu osób jest ucieczką od problemów z zewnątrz.
PiS wygra dlatego, że kultura masowa pożarła elektorat jego kontrkandydatów.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)