ezekiel ezekiel
39
BLOG

Bezradność liberałów

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 5

Kilkakrotnie padał na Salonie zarzut stawiany przez salonowiczów, że zajmuje się on sam sobą. To prawda. Salon się zajmuje sam sobą. Niniejsza notka jest tego najlepszym dowodem.

Łukasz Foltyn popełnił dziś post antyliberalny. Do takich powoli nas przyzwyczaja. Stawia w nim tezę, że Korwin Mikke uprawia kąś odmianę faszyzmu. Uważam, że to spora przesadda. Zgodziłbym się na darwinizm. Ale nie jest on cechą sine qua non jedynie faszyzmu. Darwinizm występuje w wielu doktrynach, chociażby stosunków międzynarodowych. To raczej publicystyczny chwyt ze strony autora mający na celu pognębić liberałów spod znaku UPR.

Notkę można przeczytać tutaj:

http://lukaszfoltyn.salon24.pl/38169,index.html

To co mnie zainteresowało (i czemu dałem wyraz) to komentarze w obronie Korwina Mikke pod postem Foltyna. Oto niektóre z nich:

Zaciekawia mnie pan coraz bardziej autorze.
To zadam kolejne pytanie.
Dziecko nie jest własnością rodziców - ok.
W takim razie kto powinien decydować czy ma pójść do szkoły i kiedy? Rodzice jak wiemy nie powinni. W takim razie kto? Same dzieci czy ta jakaś społeczność?

2007-10-10 12:08montgomeryb
***

montgomeryb nie męcz się, nie warto tracić palców - ten czlowiek jest przegrany i skończony - do śmierci będzie miał te idiotyczne, zatwardziale, złodziejskie "poglądy"

Pozdro

2007-10-10 12:12Lucf
***
Zauważ, że to twój punkt widzenia. Ja go nie podzielam i wielu ludzi go nie podziela. Szkoła to nie tylko edukacja, to nie raz indoktrynacja do pewnych idei, np. lewicowo-europejskich. Dlaczego mam się zgadzać, żeby moje dziecko było zniewalane przez nauczenia go kłamstw? Dlaczego to państwo ma decydować o tym w jaki sposób moje dziecko uzyska samodzielność, a nie ja mam o tym decydować? Zauważ - stawiasz wyżej "własność państwową" dziecka, ponad jego wolnością osobistą, a najniżej stawiasz w hierarchii wolę rodziców.

Pozdrawiam
2007-10-10 12:23Grim Sfirkow
***

to w ustrojach totalitarnych (hitlerowskie niemcy, rosja sowiecka) dzieci nie były wyłączną własnością rodziców i trafiały do organizacji (hitlerjugend, pionerzy), które miały na celu urobienie ich i stworzenie "nowego człowieka"

więc jeśli ktoś uważa że dzieci nie są własnością rodziców, to sam ma jakieś nieuświadomione skłonności faszyzujące (nawet jeśli jest eurepejskim socjaldemokratą)

przed 1989 r. w szkołach odbywały się apele z okazji rocznic rewolucji październikowej, pochody 1-majowe, na zajęciach pnos wcikano kit o bazie, nadbudowie, centraliźmie demokratycznym itp. bzdurach;
potem towarzysze z pzpr uwolnili ceny i zmieniono ustrój gospodarczy, zaczął się kapitalizm a te wcześniejsze bzdury okazały się penisa warte - tak wyglądało nasze darmowe, obowiązkowe szkolnictwo

tak więc rodzice powinni mieć wolny wybór czy i gdzie będą się uczyć ich dzieci, bo za ileś lat znowu sporo może się zmienić

2007-10-10 13:38Mścisław
***
Foltyn

z tego, co piszesz wynika, że skoro dziecko nie jest własnościa rodziców to jest własnością społeczeństwa, co po uproszczeniu rachunku oznacza, że jest własnościa panstwa. Ergo- niewolnikiem państwa.
To jest, towarzyszu, prawdziwy faszyzm.

I teraz się skup, to łatwiejsze niz zrobic gadu gadu, więc może załapiesz.

Dziecko NIE JEST własnościa rodziców, NIE JEST własnościa społeczeństwa ani państwa. Tak jak w normalnym kraju żaden człowiek NIE JEST własnościa innego człowieka.
Natomiast rodzice, ludzie, którzy powołali do zycia to dziecko sprawują nad tym dzieckiem opieke i kontrolę. To oni: wychowując je zgodnie ze swoim światopogladem kształtuja je na takiego człowieka, jakiego uznają za stosowne w swoim dziecku widzieć. To oni inwestując w to dziecko kształtuja jego przyszłość. Więc to oni decydują co to dziecko będzie robić do czasu aż się nie usamodzielni. I wcale nie chodzi tu o te panstwowe 18 lat, bo osobiście znam dzieciaki, które odpowiedzialność za siebie przejęły dużo wcześniej. I od tego momentu rodzice nie maja juz tzw. ostatniego słowa dotyczącego tego dziecka.

Proste? Prawda?

Natomiast wy, towarzyszu, chcecie dzieci traktować jak zasoby, którymi "społeczenstwo" a w rzeczywistości biurokratyczna machina, bedzie sobie zarzadzac w kierunku świetlanej przyszłości. No to to jest faszyzm właśnie.

2007-10-10 14:25Artur M.Nicpoń
      Jaki jest wspólny mianownik we wszystkich tych komentarzach? Własność. Nawet dyskusja o wychowaniu dzieci, dla liberałów/libertarian, nie może zaistnieć bez odwoływania się do "świętej wartości". Powyższy spór jest miarą zakorznienia w tego pojęcia w liberalnym dyskursie o życiu publicznym. Liberałowie, czy też libertarianie nie potrafią mysleć w sposób, który wyzbywa się w dyskusji argumentacji a) dotyczącej własności, b) dotyczącej racjonalnej kalkulacji. Traktowanie kwestii własności jako osi dyskursu prowadzi do wielu aberracji. Przykładem jest choćby wychowanie dzieci. Liberałowie lub libertarianie rozparując kwestię wychowania często stosują logikę świętego prawa. Kto ma "większe prawo własności" do dzieci, ten powinien decydować o ich edukacji. Ich myśl jest uwięziona przez podstawowe dla ich analizy pojęcia. Jesteśmy więźniami naszego języka. Liberałowie czy też libertarianie (bo właściwie o nich jest post) są więźniami terminów dla nich fundamentalnych. Nie potrafią wyzbyć się ich w jakiejkolwiek analizie. Dlatego dyskusja o d... Maryni to dyskusja nad szerokością pola własności, jej przydatności, przekształcenia, agregacji itp itd.
      Problematyka empatii, bądź dobra wspólnego w ich siatce pojęciowej nie istnieje, bądź zajmuje peryferyjne miejsce. Są to pojęcia wtórne wobec własności, czy też kalkulatywności. Jeśli ktoś jest "posiadaczem" to ze swoim posiadaniem może robić co mu się tam tylko podoba. Może nawet być filantropem. Ale nie musi. -Mamy to w d... mówią liberałowie/libertarianie. Mamy w d... empatię i społeczną odpowiedzialność jeśli tylko ogranicza ona nasze święte prawo. Wara od niego, bo będziemy strzelać do lewizny, jak proponuje jeden z salonowiczów.
Mógłbym się rozwodzić nad psychologicznymi implikacjami takiego podejścia. Ale to temat na inny post. Poza tym późno już.
Idę spać.
ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka