W jednym ze swoich postów pisałem o tym, że PiS wygra wybory. Teraz już nie jestem tego taki pewien. Chyba nawet w tym samym poście zaznaczyłem, że tworzenie jakichkolwiek prognoz dotyczacych polskiej sceny politycznej jest niezwykle ryzykowne. Powody są wielorakie: niestabilność elektoratu, mętny podział międzypartyjny, wielopoziomowość afiliacji politycznych (od stanu konta, o ile się je posiada, przez wykształcenie, wiek, otwartość, stosunek do historii, korupcji, genderu etc). Chcąc więc odróżnić się od krowy, która zapatrywań na rzeczystość nie zmienia, ja koryguję prognozę (możliwe, że nie po raz ostatni).
W poście, w którym wieściłem zwycięstwo PiSu uważałem, że stanie się to dzięki "nowej milczącej większśći". Zdawało mi się, że to ona nie idąc do urn, wygra za moherowe berety ustępując im miejsca w lokalach wyborczych. Po ostatnich doniesieniach z Wysp, na których już 70 tys emigrantów chce głosować muszę dokonać korekty. To co miało umożliwić Kaczyńskiemu sięgnięciem po berło zwycięstwa, może być gwodździem do jego politycznej - zgadywanka - (trumny). W GB sondaże przewidują ogromne zwycięstwo PO. Około 70 proc. chce głosować na tą właśnie partię. 20 proc chce głosować na LiD. PiS może liczyć na kilka- kilkanaście proc. 70 - 100 tys. wborców może sporo namieszać.
W kraju uaktywniła się spora grupa ludzi, którzy dopisują się do spisu wyborców. To głównie ludzie młodzi, którzy opuścili swoje miejsce zamieszkania, aby udać się na studia, lub w poszukiwaniu pracy w lepszym świecie. Jest to raczej elektorat PO, w mniejszym stopniu LiDu, a nie PiSu.
Pytanie dlaczego tak się stało? Dlaczego milcząca większość chce przemówić (przynajmniej tak się wydaje)?. Spowodował to sam PiS. Wykorzystał w boju broń obosieczną, która co prawda dała mu zwycięstwo w ostatnich wyborach, ale przyczyniła się do wzrostu niechęci do samej partii rządzącej. PiS w swoją wojenkę wciągną większą część społeczeństwa niż mogłoby się na początku wydawać. Kto od miecza wojuje...


Komentarze
Pokaż komentarze (3)