ezekiel ezekiel
60
BLOG

Moja wiara w demokrację

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 0

Nieniejszy post jest drugą polemiką w ciągu 25 godzin, w jaką się wdaję na salonie. Jest polemiką, ale nie tylko. Jest też wyznaniem wiary i wyznaniem poglądów. Jest również próbą odpowiedzi na zafałszowane i uproszczone podejście do zagadnienia demokracji. Do napisanie tekstu zainspirował mnie Rafalb, fan Wojtka Cejrowskiego, największego aroganta, ale też pajaca (bez urazy ) intelektualnego, jakiego możemy obserwować w mainstreamie. Rafalb w tekście „Kto wierzy w demokrację” rozprawia się z tym systemem postrzegając go przez pryzmat mitów, które stworzyło środowisko intelektualne, z którego on sam się wywodzi. Diabeł tkwi w szczegółach, dlatego są one tak ważne w rozważaniach, nie tylko o demokracji, ale o wszechnaturze. Bez zwracania uwagi na niuanse narażamy się na autorytaryzm i betonujemy własny umysł. Zdecydowałem się po raz kolejny cytować posty swoich adwersarzy i odnosić się do kolejnych fragmentów. Dzięki temu polemika zdaje mi się być bardziej klarowna.

 „niektóre partie wspominają o możliwości wprowadzenia zakazu kandydowania w wyborach osobom, które zostały skazane prawomocnym wyrokiem sądu. Znajduje to zresztą spore poparcie w społeczeństwie. Tacy ludzie z jednej strony głoszą zatem, że demokracja to ustrój piękny i prowadzący do najlepszych wyborów, a z drugiej nie wierzą, że jest on w stanie sam odrzucić niektórych kandydatów na podstawie dobrze znanych i łatwo weryfikowalnych faktów. Ciekawe, że te same osoby mogą zarazem wierzyć, że ustrój ten potrafi zagwarantować rządy ludzi mądrych i pomysłowych, albo przynajmniej uchronić nas przed głupcami?”

 Nie mogę się wypowiadać w imieniu partii, które wspominają o możliwości zakazu kandydowania w wyborach takich czy innych osób. Jestem za to uprawniony do tego, aby wypowiadać się we własnym imieniu i tak też uczynię. Demokracja nie jest ustrojem idealnym i nie od dzisiaj o tym wiadomo. Nie jest ustrojem „pięknym” i preferującym wybór mędrców. Jest za to ustrojem, który gwarantuje odsunięcie od władzy głupców, o ile głupcy ci zajdą za skórę ludowi. Demokracja jest sensu stricte jest zbiorem procedur, który zabezpiecza lud przed swoimi własnymi błędami.

 „Podobną hipokryzją wykazują się politycy europejscy przyjmując tzw. traktat reformujący. Nie tak dawno praktycznie ten sam dokument był forsowany pod nazwą Traktatu Konstytucyjnego (wytrwali, którzy zdołali go w całości przerobić twierdzą nawet, że ponad 90% artykułów w obu traktatach brzmi identycznie). Jak wiemy, w demokratycznych referendach został on odrzucony przez lud francuski i holenderski. Nie przeszkodziło to jednak politykom żeby po prostu zmienić jego nazwę i przyjąć go w innym trybie, bez pytania ludu o zgodę w poszczególnych krajach. Dlaczego? Bo wynik byłby niepewny, jak to wymsknęło się jednemu z naszych europrzedstawicieli. Dzięki temu przynajmniej możemy zrozumieć kiedy w Europie jest demokracja. Ano wtedy, gdy lud wybiera to, co jego nadzorcy uznają za słuszne. W przeciwnym wypadku mamy totalitaryzm.”

Demokracja nie jest systemem absolutyzowania woli ludu. Nie można powierzyć ludziom kompetencji w decydowaniu o wszystkim, ze względu na ich niewiedzę w wielu kwestiach. Dlatego ustawodawstwo nie jest sprawowane bezpośrednio przez coś w rodzaju zgromadzenia wszystkich obywateli. Muszą istnieć ciała, które rozsądzą sprawy natury technicznej w sposób bardziej kompetentny niż lud. Stąd warunkiem demokratycznym państwie prawa przyjęło się stosować kontrolę konstytucyjności prawa (oczywiście są wyjątki). Istnienie w demokracji pola dla merytokracji, czy technokracji nie jest równoznaczne z zakwestionowaniem idei demokratycznych. Po prostu demokracji już nie rozumie się bezpośrednio jako „woli ludu”. Skomplikowana rzeczywistość na to nie pozwala.

Jedynie niefortunnym zbiegiem okoliczności jest, że często mają parę zaległych spraw w sądach, albo nieco barwną przeszłość (np. są ofiarami bycia donosicielem, albo mają na koncie wiersze wychwalające Stalina). A jeżeli jakiś autorytet odważy się demokrację zakwestionować to nagle okazuje się, że są u niego podejrzewane zaburzenia psychiczne, jest zaślepiony nienawiścią i w ogóle należy go odrzucić i zapomnieć, pozostawiając w publicznej świadomości tylko tę nieskażoną cząstkę jego poglądów (tak zrobiono np. ze Stefanem Kisielewskim).

 Jest to oczywiście ewidentna bzdura. Wnioskowanie o całości z kilku przypadków jest jednym z głównych grzechów popełnianych przy wnioskowaniu właśnie. Podobnie jak wysiadając na Dworcu Centralnym w Warszawie nie możemy stwierdzić, że cała Warszawa śmierdzi moczem, tak samo niedopuszczalne jest rozciąganie twierdzenia, że prof. Prawa z Gdańska mający w swojej biografii współpracę ze specsłużbami, podpisujący się pod antylustracyjnymi postulatami jest grupą reprezentatywną dla środowiska intelektualistów. Trzeba mieć również na uwadze, że każda współpraca była inną współpracą. Tak jak każde przestępstwo jest traktowane przez sąd w sposób indywidualny, tak każda współpraca powinna być traktowana indywidualnie. Ogromną arogancją, wyrażoną kiedyś dobitnie przez Herberta słowami „raz k… zawsze k…” i pielęgnowaną w sercach niektórych mścicieli, jest potępianie kogoś bez zagłębienia się w przypadek.

Wiersze dla Stalina? Chłopcze, miej na uwadze, że pisane były po wojnie, kiedy powietrze przesycone było wciąż fetorem, a noce przerywane koszmarnymi wspomnieniami z frontu. Do tego stanu rzeczy przyczynił się nie tylko Stalin. W takich warunkach relatywizacji zupełnej ulegają absolutnie podstawowe moralne zagadnienia- życie, dobro, zło (nawet dzisiaj nie wiemy, co to znaczy). Trzeba było się opowiedzieć po którejś ze stron. Oczywiście bardzo łatwo jest dzisiaj potępiać. Perspektywa, którą stworzyły, nie co innego, jak właśnie standardy demokratyczne zupełnie zamazała takie kwestie jak niepewność tamtego czasu, jak defetyzm i otępienie.

„Ja decydując się na taki pragmatyzm poszedłbym raczej w kierunku ograniczenia zbioru głosujących, np. do osób które mogą wykazać się jakimiś życiowymi osiągnięciami (mają własny dom, wychowali zaradne dzieci, dysponują jakimś majątkiem). Wówczas moglibyśmy mieć trochę (ale tylko trochę) większą szansę na rozsądne rządy (ludzie, którzy coś osiągnęli udowodnili, że w jakimś stopniu potrafią swój umysł wykorzystać, a jednocześnie mają czym ryzykować, więc może nieco dokładniej przemyślą swoje wybory).”

Dom? A dlaczego akurat dom? A może np. niech to będą ludzie, którzy potrafią naprawiać kutry rybackie, budują ładne kładki na mazurskich jeziorach, albo szybko strzygą kozy. Arbitralny dobór kryterium decyzyjnego w demokracji, gdzie decydować ma ten, kto ma (w domyśle wybudował) własny dom, jest argumentem tak idiotycznym, że trudno z nim polemizować. Można go jedynie obśmiać. Znam wielu ludzi, którzy wybudowali domy, ale w żaden sposób nie byłbym w stanie im za to dać prawa wyboru tego, kto miałby mną rządzić. Z prostej przyczyny- do wybudowania domu potrzebna jest zupełnie inna wiedza niż ta, która potrzebna jest do kreowania tak delikatnej materii, jaką są stosunki społeczne.

Wiele zaradnych dzieci wywodzi się z zimnych domów. Są to ludzie zaradni nie dlatego, że ich tak rodzice wychowali, ale dlatego, że sytuacja ich do tego zmusiła. Jednak jako dorośli są najczęściej destruktywni, toksyczni, nieszczęśliwi i puści w środku. Zresztą wychowanie zaradnego dziecka łączy się również z jego reaktywnością, wrażliwością i podobnymi cechami. Czy o prawach wyborczych powinien decydować fakt, że czyjeś dziecko ma takie, a nie inny potencjał genetyczny?

Dysponują majątkiem… Ze spadków też?

Sam postulat ograniczenia praw wyborczych, lub jakiegoś ich cenzsowania nie jest jednak postulatem kompletnie z d… Od dawna zmagam się z myślą o wprowadzeniu egzaminów, podobnych jak na prawo jazdy, w których zawarte byłyby pytania z zakresu nauk społecznych, prawnych, ekonomicznych. To ograniczyłoby w pewien sposób przypadkowość wyborów. Ograniczyłoby również wpływ marketingu na politykę.

Owszem, władza istnieć będzie zawsze - człowiek z natury jest chciwy i agresywny.

Nie istnieje coś takiego jak przyrodzona, dana od Boga, czy od czegoś w tym rodzaju natura ludzka. Odsyłam w tej kwestii do mojego wcześniejszego postu (który oczywiście nie jest miarą wszechrzeczy, ale starałem się nim przedstawić argumenty za jej nieistnieniem). Natura ludzka jest funkcją kultury, na którą trzeba oddziaływać, aby tą naturę zmieniać. Obstawanie za istnieniem natury ludzkiej, zwłaszcza o istnieniu tej manichejskiej, wstrętnej natury mówi za to wiele o ludziach, którzy takie sądy wypowiadają i o tym w jakim klimacie byli wychowywani.Autor nie do końca zdając sobie z tego sprawę korzysta z przywilejów demokracji. Może dzięki niej wypisywać różne dziwne rzeczy. Wyobrażam sobie taki ustrój, w którym autor byłby pozbawiony możliwości wygłaszania zdania innego od tego, które stanowi oficjalną ideologią państwa (czy czegoś w tym rodzaju). Ważne jest też aby zdać sobie sprawę, że demokracja jest ustrojem na tyle otwartym, że nie filtruje takich przekazów jakimi autor i jemu podobni nas raczą. Przyjuje dyskusje, wchłania ją, mieli i rozważa. Z jej perspektywy można ją krytykować nie narażając się na karne dysydenctwo. Autor może robić różne dziwne rzeczy, pamiętając o fakcie, że jego wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się np. moja wolność. Jeśli o tym zapomni, ja (lub oczywiście ktokolwiek inny) nie będę widział przeciwwskazań, aby zapomnieć o tym, że perswazja fizyczna jest „be”.

 Na pytanie, kto wierzy w demokrację odpowiadam- ja wierzę. Wierzę w demokrację, która jest siłą wielości, i w której wielość może odnaleźć siłę decydowania. Wierzę również w możliwość reformy demokracji, bo ewolucja jej kształtu, która teraz się dokonuje, podobnie jak ewolucja kultury, czy też popkultury zjeżdża po równi pochyłej. Kultura spłaszcza nie tylko demokrację, ale też stosunki międzyludzkie, niszczy więzi społeczne i empatię. Kultura oddziałuje na demokracje i poddaje ją tym samym procesom, które zachodzą w niej samej. Popkultura nie ma poszanowania dla namysłu. „Kultura natychmiastowa” nie znosi skupienia, oczekuje efektu tu i teraz. Oczekuje natychmiastowej radości, która sublimuje w mcluhanowskich obrazkach. Kluczem do zmiany jest wiedza. Systemy szkolnictwa są absolutnie niewydolne i dysfunkcjonalne i nie zapewniają nawet w minimalnym stopniu wiedzy, czy, powiedzmy brzydko, metawiedzy. Nie uczą namysłu i zrozumienia (również w stosunkach społecznych). Kluczem do ulepszenia systemu jest nie jego zakwestionowanie, jak chcieliby libertarianie, ale ewolucja w stronę, która byłaby adekwatna do zmian zachodzących w społeczeństwie. Czego sobie i Państwu życzę.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka