ezekiel ezekiel
172
BLOG

In vitro, aborcja i potencjalne życie

ezekiel ezekiel Kultura Obserwuj notkę 0

Wczoraj na temat bioetyki wypowiedziała się Pani Maria Kaczyńsa i Pani Joanna Kluzik-Rostkowska. Nie chcę się bezpośrednio odnosić do ich wypowiedzi. Raczej chciałbym pociągnąć trochę temat etycznego statusu „człowieka nienarodzonego” i wrzucić swój kamyczek do ogródka. Niedawno wpadła mi w ręce książka, wygrzebana na tecsowych stoiskach z tanią literaturą (co nieznaczny złą) Lee Silvera „Raj poprawiony” (której nota bene jeszcze nie doczytałem).

Niniejszy post jest wypadkową inspiracji Kaczyńską, Kluzik-Rostkowaską, książką Silvera i poglądów kościoła katolickiego, który, troszczy się o godność zarodka i godność księdza Andrzeja. Na wstępie proszę wybaczyć ewentualne dyletanctwo medyczne. Posiłkuje się książkami popularnonaukowymi. Innych bym nie zrozumiał.

Chciałbym po łebkach poruszyć 3 kwestie: In Vitro, aborcja, genetyczne modyfikacje.

1.  Spór o etyczny status zarodka, a później płodu zasadza się na istotnej kwestii: czy zygota, a później płód jest człowiekiem czy nie, i jakie prawa z tego statusu wypływają. Aby nad tym dywagować należy przedstawić w cholernym skrócie jak to wszystko działa.  

           Pierwszym etapem zapłodnienia jest dotarcie plemnika do komórki jajowej. Przykleja się on następnie do osłonki przejrzystej, a jego przednia część wypuszcza enzymy, które trawią osłonkę, po czym dostaje się do płynu, który wypełnia przestrzeń między osłonką a oocytem. Etap ten może być udziałem kilku plemników. Gdy jeden z plemników dotknie błony komórkowej oocytu, zaczynają się procesy, które mają „uszczelnić” osłonkę, i zabezpieczyć ją przed zetknięciem się z innymi plemnikami. Zetknięcie owe skutkowałoby „przeładowaniem” genetycznym oocytu, jego nieprawidłowym rozwojem i obumarciem. Plemnik zostaje wciągnięty do oocytu, gdzie następuje rozpad wici. Po zapłodnieniu komórka jajowa, zwana teraz zygotą rozpoczyna proces rozwoju. Jądra komórkowe plemnika i komórki jajowej (zwane przedjądrzami), posiadające tylko po połowie normalnego materiału genetycznego zbliżają się do siebie, otoczka jądrowa obu przedjądrzy zanika, a z materiału jądrowego wyodrębniają się chromosomy. Powstają 2 zestawy 23 par chromosomów. Następnie jedna kopia każdego z chromosomów przechodzi do komórki powstałej wyniku pierwszego podziału. Pierwszy podział na dwie komórki kończy okres zapłodnienia.

W ten sposób powstaje osławiony zarodek (chociaż niektórzy biolodzy stawiają znak równości między zygotą a zarodkiem). Po wytworzeniu się kończyn i części twarzowej zarodek jest nazywany płodem.  

2.         Potencjalność. Zarodek, jest potencjalnym człowiekiem, dlatego należy mu się szacunek. Zwolennicy obrony życia poczętego, czy to zarodka, czy to płodu podają ten argument jako istotny w dyskusji. Postaram się udowodnić, że jest on nieistotny.

Silver podaje dość ciekawy argument w dyskusji nad absurdalnością oszołomienia zarokowego. Pozwala sobie na eksperyment myślowy: do laboratorium przychodzi kobieta, która chce się dowiedzieć, czy jej przyszłemu dziecku nie grozi choroba genetyczna. Aby to sprawdzić pobiera się dwukomórkowy zarodek z jajowodu. Jedną komórkę przeznacza się do badań, a drugą reiplantuje. Jednak, po rozłączeniu komórki stanowią dwa odrębne potencjalne życia, przy czym, pierwsza komórka skazana jest na śmierć. Czy więc mamy do czynienia z cichą aborcją?           

Inny przykład: rozdzielamy komórki zarodka, aby stworzyć bliźnięta. Jednak rozmyślamy się i komórki znowu scalamy. Czy w ten sposób zabiliśmy właśnie nienarodzone dziecko, które potencjalnie mogło się narodzić?           

Najciekawszym argumentem na nierelewantność potencjalności, jest klonowanie. Do klonowania „używa się’’ komórek dorosłego osobnika. Każda komórka jest, więc potencjalnym życiem. Czy więc nie możemy myć rąk, bo uśmiercamy potencjalne życie? Czy w końcu samo nasienie nie jest równie potencjalnym życiem, co zarodek? Jeśli nie, to, chociaż powinno być w połowie tak chronione przez prawo jak zarodek, ponieważ zawiera połowę materiału genetycznego potencjalnego człowieka. Może, więc warto byłoby się zastanowić nad penalizacją onanizujących się nastolatków?

Potencjalność życia ludzkiego nie implikuje faktu, że należą jej się takie same prawa, jak istocie ludzkiej. Peter Singer posiłkował się przykładem księcia. Czy z faktu jego potencjalności zostania królem, przysługują mu takie prawa jak królowi?

Potencjalność jest konstrukcją myślową. Jest wrytą w świadomość antycypacją dzidziusia, a później słodziuniesiuńkiego dzieciaczka, który prosi o cukierki. Jednak sam fakt potencjalności nie jest istotny.           

W takim wypadku istotne wydaje się cierpienie, do którego zdolny jest płód. A nie jest on zdolny do większego cierpienia (i to tylko po momencie, w którym wykształci się u niego układ nerwowy) niż świnki i krówki, które codziennie pałaszujemy ze smakiem.

3.         Aborcja. Jeśli nieistotny jest argument potencjalności, to aborcja jest jak najbardziej dopuszczalna, jeżeli tylko matka jest na nią zdecydowana. Oczywiście lepsze jest niezabicie, niż zabicie, więc zabicia należy unikać, jeśli tylko jest to możliwe. Niedopuszczalne są naciski na matkę. Niedopuszczalne jest również zakazywanie jej aborcji posiłkując się argumentem potencjalności.

4.         In Vitro. Jak wyżej. Zarodek staje się istotą ludzką wtedy, kiedy się nią staje, a nie wtedy, kiedy ma potencjał przekształcenia się w nią. Jeśli jednak tak bardzo lubimy potencjalność to zakażmy kobietom miesiączkować i ścigajmy chłopców oglądających brzydkie filmy i świerszczyki.

Potencjalność jest dziwnym tworem z pogranicza naszej wyobraźni i metafizyki. Traktuje zarodek jako formę, w którą wlany zostanie niechybnie istniejący już w świecie platońskich idei (w naszych głowach) człowiek. Można ją również rozpatrywać na gruncie istnienia duszy. Człowiek jest istotą, która „gdzieś wisi”, jest zawieszona między brzuchem matki a światem rzeczy, które jeszcze się nie stały, ale które stać się muszą, bo Bóg tak chce i już.

5.         Modyfikacje genetyczne. Tu sprawa już jest bardziej skomplikowana i paradoksalnie potencjalność, a precyzując nadanie „potencjału bycia lepszym” od innych, staje się istotna. Jeżeli modyfikujemy ludzi genetycznie, to nadajemy zarodkom potencjał, który wykracza poza deliberacje o „moralnym statusie zarodka”, przełamuje granice bycia tylko zarodkiem, i niemalże nieunieknienie wkracza w pole bycia lepszym człowiekiem. 

Jeżeli więc mamy zgodzić się na modyfikacje genetyczne to tylko pod warunkiem posiadania monopolu na nie przez państwo, co nie będzie się wiązało z uprzywilejowaniem ludzi bogatych, których będzie stać na lepsze modele dzieci, a lepsze modele dzieci będzie stać na jeszcze lepsze modele własnych dzieci.

Świat i tak już jest podzielony na bogatych, którzy mają wszystko i biednych, którzy nie mają prawie nic. Prywatyzacja modyfikacji genetycznych oznaczałaby podzielenie świata na 2 inne gatunki.

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura