ezekiel ezekiel
61
BLOG

Recepra na demokracje kontra polityka miłości

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 0

Zapłodnił mnie Adam Wielomski. Oczywiście nie dosłownie. Samego Wielomskiego po przeczytaniu takich obrzydliwych i grzesznych słów z pewnością przeszedł dreszcz, a żołądek wykręcił mu się w homofonicznym ataku torsji. Zapłodnił mnie Wielomski swoim tekstem „Polityka miłości”. Pisze w nim o swoim, konserwatywnym, czy też paleokonserwatywnym wstręcie do demokracji. I chociaż w dzisiejszych czasach w demokracji coraz mniej demokracji, to chyba nie właściwym byłoby tymczasowe zawieszenie systemu w oczekiwaniu na Godota i na to, aż sam Bóg ześle nam nowe Prawa Naturalne (w zamian tych przez demokrację podeptanych), abyśmy sami, jako motłoch, w swoich karlejących zapędach nie pozjadali się wzajemnie.                  

           Wielomski jako hiperkonserwatysta nie wierzy w ludzi. Wierzy w Boga i w Prawa Naturalne, które rzekomo ktoś, kiedyś, gdzieś wielkim stetoskopem przyłożonym do łona Matki Ziemi (ale nie ojca Ziema) odkrył. Według konserwatysty demokracja bezczelnie depcze boskie i naturalne prawa. Konserwatysta boi się ludu, który nigdy w Gigantyczny Stetoskop się nie wsłuchał dokładnie i nie było mu dane Prawa Naturalnego zgłębić. Dlatego Wielomscy chcą skarlałe społeczeństwo pozbawić mocy decyzyjnej. Motłoch uzbrojony w ciężką artylerię wyborczego mandatu może rozstrzelać Boskie i Naturalne Prawa (cóż to za Bóg i cóż to za Naturalne Prawa, które motłoch swoim głosem może podważyć). Wielomscy twierdzą, że demokracja karleje z roku na rok, z miesiąca na miesiąc. Ostatnim katalizatorem, który wieści nadejście kolejnej, gównianej ery, która ma nastąpić tuż po gasnącej właśnie erze żelaztwa stał się PR. W oczach konserwatysty widzącego, co PR robi z politycznością zapala się inkwizycyjny ogień a w jego wyobraźni płoną motłosze stosy. Śmieszne? Judaizm za grzech uważa spożywanie wieprzowiny i zapijanie jej mlekiem. Śmieszne? Nie do końca. Grzech jest tutaj ostrzeżeniem przed chorobą. Funkcjonalizm kulturowy jak powiedziałby Malinowski. Może, więc i w archeologicznej wizji świata Wielomskiego jest spora doza mądrości?

            Jest punkt zbiegu w poglądach Wielomskiego i moich własnych (a raczej tych gdzieś zasłyszanych, które za własne przyjąłem). Tym punktem zbiegu jest alergia na PR i teledemorację. Rację ma Wielomski mówiąc, że polityczność stała się domeną marketingu. Dzisiejsza polityka jest produktem. Dzisiejsza polityka jest wirtualna. Kwestie w niej poruszane to, jak to nazwał Sadurski, a przed nim specjalna jednostka jednego z tabloidów, która sama na siebie mówi „Tematy z dupy wzięte”. To, co jest na powierzchni istnieje tylko w sferze nie-bytu. To, co istnieje pod powierzchnią (o ile w ogóle coś istnieje) nie jest zbyt istotne. Tu rozgrywa się walka o rząd dusz. Tu realizuje się trójkąt dramatyczny Santorskigo, tutaj toczy się opera mydlana. Tutaj ciemny lud kupuje i oczekuje na to, że ktoś mu sprzeda. 

            Pamiętam swoją wizytę na Wiejskiej, kiedy jako „gość posła” mogłem przemykać się korytarzami i posłuchać tego, o czym mówią wiejskie mury. Z tego, co pamiętam, było to czas głosowania wotum zaufania dla Belki. Atmosfera podniosła, racja stanu się waży, utajnienie obrad ect. Tylko panowie politykowi, których słyszałem puszczając do mnie oko rozmawiali o produkowanej przez nich samych telenoweli.  

          Słynny bon mot Libermana „wszyscy kłamią, ale to nie jest ważne, bo i tak nikt nikomu nie wierzy” realizuje się na Wiejskiej, na konferencjach prasowych, w Pałacu Elizejskim, w Białym Domu. Kochający Tusk i jego nienawistny dziadek z Wehrmahtu rechoczą nam w twarz. A stojący za nimi specjaliści od marketingu wypełniają kieszenie kilogramami złotówek pochodzącymi z naszych podatków. Kieszenie tym cięższe im głośniejszy rechot.   

          Ja jednak w przeciwieństwie do Wielomskiego nie chciałbym wzniecać inkwizycyjnego ognia i palić na stosie demokracji. Brzydko mówiąc, Wielomski uprawia eskapizm. Może sobie poruszać się w oparach absurdu, może zakładać kluby wspierania restauracji monarchii ze świadomością, że nie są nie realną alternatywą. Kiedy pytać Wielomęskich co dalej: oni na wzór znanego tu i ówdzie Maxa Cavalery odpowiadają: Back to the primitive!  

          Dzisiejsza demokracja jest soczewką gnuśnego społeczeństwa. Wyemancypowaliśmy i przez tą emancypację dialektycznie zamknęliśmy się na powrót w więzieniu. Jest to więzienie podkultury i konsumpcji, która pożera łapczywie to, co tylko może. Tu spełnia się mroczny sen Tocquevilla. Rewolucja ma w zwyczaju pożerać własne dzieci, a demokracja znowu zjada własny ogon. Autentyczność ekspresji została zawłaszczona przez wielkie korporacje, a polityczność, przez PR. Oto kolejna wielkie pole emancypacji! Kultura musi wyrzygać przedrostek pop. Ale aby tego dokonać potrzebny jest nielada wysiłek. Micho Kaku mówił o tym, że społeczeństwo, aby dojrzeć do demokracji musi być społeczeństwem wykształconym. Wykształconym dogłębnie. Musi wiedzieć, że wirtualność, wirtualnością, a polityczność jest domeną spontaniczności. W końcu może Hegel będzie miał kolejny powód aby radośnie puknąć w wieko trumny, ponieważ tym razem PR pożera sam siebie. Wszyscy jakeśmy trochę wykształceni wiemy pi razy drzwi, czym jest marketing, komu i po co. W końcu, kiedy wszyscy poznamy się na sztuczkach w rodzaju „noga w drzwiach”, albo kolejnych wyznaniach miłosnych polityków marketing popełni seppuku. Po co komu sztuczki, które wszyscy znają?

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka