ezekiel ezekiel
231
BLOG

Przy okazji czternastolatki słów kilka o etycznym statusie niena

ezekiel ezekiel Polityka Obserwuj notkę 93

Sprawa czternastolatki ociera się już nie tylko o absurd, ale i o barbarzyństwo. Za dziewczyną uganiają się nie tylko kohorty księży, aktywistów pro-life i anty-life, ale również dziennikarzy z prawa i z lewa, polityków i kogo tam jeszcze. Dziewczyna została przekazana do pogotowia opiekuńczego, gdzie wciąż i nadal, jak się zdaje (proszę mnie poprawić, jeśli się mylę) jest nawiedzana przez dziennikarzy. Krwi! Krwi! Wołają ścierwojady. Agata musi się przyznawać do tego, że została zgwałcona. Robi to na wszelki wypadek, aby nie sypnąć, że w ciąże zaszła ze swoim chłopakiem-rówieśnikiem, o czym i tak wszyscy wiedzą, a co mogłoby stanowić argument pro-life. Wymiotować się chce od tej ogólnej bójki o „człowieka nienarodzonego”. Tylko, czym ten człowiek nienarodzony jest? 

           „O co walczymy?”. Pod tym sławnym hasłem ruchy pro-life wypisują argument: o życie człowieka, tylko, że nienarodzonego. I temu człowiekowi, tylko, że nienarodzonemu chciałbym się troszkę przyjrzeć. Walka o Agatę, jest właściwie walką o etyczny status płodu.

             Dzisiaj publicyści Rzepy wołają do Wyborczej: Zabijcie to dziecko! Tyle mają do powiedzenia w tym sporze. Dla nich dziecko, nienarodzone i dziecko narodzone to jeden i ten sam jakościowo byt. Embrion równy płodowi, płód równy człowiekowi, człowiek równy embrionowi. W ten oto sposób na jednej szali etycznej wagi kładzie się kilka (dziesiąt, set) komórek, na drugiej kładzie się samoświadomą istotę zdolną do całego spektrum doznań psychicznych i pozostają one w równowadze.

             Dlaczego bez mrugnięcia okiem, mówiąc nowomową, zabiłbym nienarodzonego człowieka, a mówiąc staromową, dokonałbym aborcji, jeśli zaszłaby taka konieczność? Ponieważ moje „wewnętrzne oko”, moja etyczna waga jest zniuansowana (przepraszam za obrzydliwie protekcjonalny ton). Nie widzę etycznej równowagi między dorosłym, świadomym człowiekiem, a zarodkiem, czy też płodem. 

           Co czyni człowieka człowiekiem? I tu wchodzimy na grząskie grunty arbitralności, które już niejednego zassały. Specyfika człowieka może polegać na tym, że ma duszę. Może również polegać na kategorycznym stwierdzeniu, że człowiekowi należy się szacunek WŁAŚNIE dlatego, że jest człowiekiem. I tak wszystkie komórki, które pochodzą z Homo Sapiens Sapiens są ekwiwalentem Homo Sapiens Sapiens i tym samym należy im się identyczne traktowanie; nie ma miejsca na holizm. Redukcjonizm wystarczy. Elementy Homo Sapiens Sapiens są etycznie równie istotne jak jego całość. „Tak, bo tak i już!”  

          To mnie nie satysfakcjonuje. W czym przejawia się wyjątkowość człowieka? Człowiek różni się od innych stworzeń tym, że osiągnął niedostępny innym stopień samoświadomości. Cierpi w ludzki sposób, planuje w ludzki sposób, boi się w ludzki sposób, myśli w ludzki sposób. To stanowi o jego unikalności i człowieczeństwie. Dlatego jego życie powinno być pod szczególną ochroną. Dlatego kara śmierci jest obrzydliwym barbarzyństwem. Dlaczego życie płodu nie powinno być pod tą samą ochroną? Ponieważ nie posiada on tych wszystkich cech, które zostały wymienione wyżej. 

           Istnieje podejście teistyczne, które zasadza się na twierdzeniu, że płód jest tylko formą, w którą zostanie wlany, zawieszony przez Kreatora między bytem a niebytem, człowiek. Dlatego zabicie płodu jest, dla teistów, równoznaczne z zabiciem człowieka. I tu dyskusji nie ma. Jeśli ktoś wychodzi z gruntu teistycznego, to się z nim nie dyskutuje, bo niby o czym? 

           Płód jest tylko płodem, a nie przyszłym człowiekiem. Człowiekiem stanie się wtedy, kiedy się-nim-stanie. Nie wcześniej. Oczywiście z punktu widzenia medycyny płód to z całą pewnością Homo Sapiens Sapiens. Ale czy taki płód na serio sapiens? Co do tego nie ma żadnych wątpliwości: nie sapiens. Płód nie jest samoświadomą istotą i jego potencjalność nie ma wielkiego znaczenia. Argument potencjalności jest istotny tylko wtedy, kiedy ta potencjalność się-ziści. Kiedy kobieta podejmuje decyzję o aborcji, kiedy przerwana zostaje możliwość się-ziszczenia potencjalności argument ten traci na znaczeniu. Nie istnieje człowiek w boskim zawieszeniu, który tylko czeka na wstąpienie w skórę płodu, aby w niej realizować przeznaczony dlań Plan.  

          To jest wielka pułapka ludzkiego umysłu. Często widzimy rzeczy, których jeszcze nie ma równie wyraźnie jak te, które już są. To więzienie antycypacji każe zwolennikom pro-life bronić człowieka, którego jeszcze nie ma, ale który będzie.- Przecież widzimy to jasno! To dziecko, mogłoby pójść do szkoły, mieć piękne ubranka, dobre stopnie, założyć rodzinę, mieć dzieci, a może i mogłoby dostać kiedyś Nobla. Stop. Płód jest płodem, a nie noblistą. I należy na niego patrzeć z tej perspektywy, a nie z perspektywy noblisty. Równie uprawnione może być twierdzenie, że będzie mordercą. Tego jednak pro-life nie antycypuje. Bo jak ktoś jest pro-life, to najczęściej jest pro nienarodzone life. Później, kiedy z tego człowieka już narodzonego wyłania się morderca pro-life zamienia się w pro-death. – Nie o to walczyliśmy. Walczyliśmy o noblistę, a nie o mordercę!

ezekiel
O mnie ezekiel

Interesuję się wszystkim, więc na niczym się nie znam. Na moim blogu można w komentarzach rzucać mięsem. Jeśli jednak ktoś się na to decyduje musi się liczyć z faktem, że mięsem może dostać. Nie cenzuruję nikogo. Nie donoszę administratorom o naruszeniu regulaminu. Jeśli ktoś dostrzeże w jakimś poście kwantyfikator "Polacy-katolicy" i poczuje się dotknięty wydźwiękiem tekstu zapewne skieruje swoje oczy na opis chcąc z niego zadrwić. Korzystając z okazji skierowanego tu wzroku wyjaśniam, że kwantyfikator taki jest skrótem myślowym. Nie znaczy tyle co "wszyscy Polacy-katolicy", tylko ich większość. O ile oczywiście zgodzimy się, że grupy społeczne różnią się między sobą pewnymi cechami. A chyba się różnią, ponieważ na jakiejś podstawie potrafimy je wyróżnić. "Polacy-katolicy" to tylko egzemplifikacja. Dotyczy to wszystkich kwantyfikatorów znajdujących się w postach. Odczuwam pewien dyskomfort, gdy zwracam się do osób starszych wiekiem, lub naukowym tytułem per "Ty" nie tłumacząc dlaczego tak robię. Tu jest miejsce na wyjaśnienia. Jestem zwolennikiem stosowania netykiety, której jedna z zasad mówi, że zwracanie się w Internecie do kogoś w ten sposób jest w dobrym tonie i w pewien sposób zrównuje, czy też egalitaryzuje rozmowę. Nie jestem jednak doktrynerem, jeżeli ktoś sobie tego nie życzy w każdej chwili mogę zaprzestać tego procederu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (93)

Inne tematy w dziale Polityka