pismak pismak
186
BLOG

Przykłady pismaczych grzechów

pismak pismak Polityka Obserwuj notkę 14

 

Ten post tworzę na prośbę Kataryny i Krzysztofa Leskiego. Powiedziałem a, wypada powiedzieć b, c i d. Choć wiem, że narażę się w środowisku strasznie. Rozpocznę od cenionego przeze mnie blogera i dziennikarza Krzysztofa Leskiego. Choć nic o nim nie wspominał Janusz Kaczmarek (zwany dalej świadkiem koronnym) to ostatnia manipulacja doskonale wpisuje się w ziobrzydzanie dziennikarstwa.

W słynnym programie 30 minut K. Leski podjął temat świadka koronnego. W całym programie - w felietnonie filmowym, dyskusji - prowadzący nie weryfikował informacji uzyskanych przez komisję specsłużb. Za to przepięknie opluł Janusza Kaczmarka. Dokładnie temu służył CAŁY felieton. W tym K. Leski DOTARŁ do księg wejść-wyjść Ministerstwa Sprawiedliwości.  Okazało się, że reporter Rzeczpospolitej Maciej Duda, był w gabinecie prokuratora krajowego kilkadziesiąt razy! K. Leski nie zajął się sprawą podsłuchiwania przez służby M. Dudy, W. Czuchnowskiego. Zajął się wizytami Dudy u Kaczmarka.

W oczywisty sposób miało to obydwu oczernić. Tworzą układ, inspirowali się nawzajem - prawda? To ja proszę K. Leskiego, jeśli ma takie źródła w Ministerstwie Sprawiedliwości, aby dotarł do księg wejść-wyjść raz jeszcze i odpowiedział nam wszystkim:

- ile razy u ZZ była Anita Gargas, Tomasz Sakiewicz?
- ile razy u ZZ był Cezary Gmyz i jakie teksty publikował dnia następnego w Rzeczpospolitej.
- ile razy u ZZ była Dorota Kania i Rafał Pasztelański z Wprost i jakie teksty pisali do papierowego wydania oraz jakie njusy wrzucali na portal?
- ile razy u ZZ była Patrycja Kotecka?

Wiem, że nie dotrze Pan do tych danych. Wiem, że nawet się Pan nie pokusi o to. Bo, dokładnie takie same dziennikarstwo, ja wyżej wymienieni, uprawia.

 

Gościem K. Leskiego w owym programie był słynny Leszek Misiak z "Gazety Polskiej". Autor genialnego, komediowego materiału śledczego w ostatnim numerze. Oto L. Misiak odkrywa, że Janusz Kaczmarek był od zawsze człowiekiem...Leszka Millera. Jak rozumiem przyłapanie przez Monikę Olejnik na kłamstwie świadka koronnego ws. przynależności partyjnej, tak o teorii L. Misiaka zdrowi ludzie nie mają co dyskutować.

Teraz mój ukochany Wprost. I dwa, niezwykłej jakości, pióra. Pierwsze - wyśmienity znawca polskiego przestępczego podziemia, który zmienił się ostatnimi czasy z rasowego psa śledczego w salonowego pieska.

Głośna w dziennikarskim świecie jest historia związana z publikacją "Dziennika" o właśnie co mianowanym komendancie Kornatowskim. Reporterzy "Dz" ustalili, że jego nazwisko znajduje się w tzw. raporcie Rokity, jako prokurator, który powinien ponieść odpowiedzialność za swoje czyny sprzed 1989 r. Dziś trwa śledztwo IPNowskie w tej sprawie.

Co jednak zrobił R. Pasztelański? Późnym wieczorem, w przeddzień Dziennikowej, publikacji zamieścił na www.wprost.pl swój wywiad z K. Kornatowskim. Pod wiele mówiącym tytułem: Dlaczego nazwisko komendanta głównego policji pojawia się w tzw. raporcie Rokity.  Sam wywiad pozbawiony drażliwych pytań, daje możliwość wytłumaczenia się Kornatowskiemu.

Wszyscy dziennikarze wiedzą jak wywiad został zdobyty. Kornatowski wiedział, że nazajutrz pojawi się artykuł w Dzienniku. Z. Ziobro zadzwonił do usłużnego dziennikarza i zaordynował mięciutki wywiad, który miał rozbroić bombę. Zresztą - gdy w wyszukiwarkę na domowej stronie wrzucicie Pasztelański i Kaczmarek, wyskoczy Wam rewelacyjny tekst pt: "Brygady Kaczmarka" :) 

Jednak Rafał nie jest sam w tej fantastycznej redakcji. Pracuje tam jeszcze jeden wybitny dziennikarz. Dorota Kania - samo brzmienie nazwiska w słuchawce osoby o słabszych nerwach przywodzi do myśli samobójczych. 

Podam dwa, dość wyjątkowe przykłady, dziennikarstwa pani redaktor. Ocenę pozostawiając czytelnikom. Pierwszy tekst poświęcony przejęciu przez UOP akt "Bolka" oraz Lecha Kaczyńskiego pojawił się 12 lutego. I rozpoczynał się w ten sposób:

 "W 1993 r. Urząd Ochrony Państwa próbował wykorzystać do inwigilacji prawicy teczkę obecnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego – wynika z dokumentów, do których dotarł "Wprost". Ofiarą prowokacji tajnych służb padł też Janusz Kaczmarek, obecnie szef MSWiA..."

Ten sam tekst siedem miesięcy później jeszcze raz trafia na łamy Wprost. Teraz, ma jednak zmieniony lead:

B. minister spraw wewnętrznych i administracji Janusz Kaczmarek nadzorował w 1993 r. nielegalną operację UOP - twierdzi w internetowym wydaniu "Wprost". Według tygodnika, chodzi o akcję wykradzenia z mieszkania b. esbeka dokumentów z teczek m.in. Lecha Wałęsy i Lecha Kaczyńskiego, które nigdy potem nie trafiły do IPN.

No, proszę! Wystarczył dzień przebywania "w kręgu podejrzeń" przez Kaczmarka, aby redaktor Kania odkryła NOWE, PORAŻAJĄCE fakt. Których, notabene, nie opisała. Tekst jest dokładnie teki sam, za to teza diametralnie inna. 

Pani redaktor odkryła jeszcze, większą prawdę. Otóż, dzięki jej śledczemu warsztatowi dowiedzieliśmy się, że kamień węgielny PiS to w rzeczywistości sPiSek Kaczmarka. Chodzi o sprawę konfliktu Lecha Kaczyńskiego z Januszem Pałubickim. Wszyscy doskonale wiedzą, że ta awantura pozwoliła na powstanie PiS. Przez lata usunięcie z rządu L. Kaczyńskiego w wyniku konfliktu ze służbami uchodziło za rzecz nadzwyczaj chwalebną. Wtedy obaj bracia mieli zrozumieć ile w Polsce trzeba zmienić i powołali do życia PiS. Dziś D. Kania relacjonuje inaczej: to Janusz Kaczmarek skłócił Lecha Kaczyńskiego ze specsłużbami, Pałubickim. To przez niego musiał odejść z rządu...

...w sumie fajna to metoda. Na głoda - ten sam tekst chodzi dwa razy, zmienia się jedynie lead, a wierszóweczka po2.

Pozostał jeszcze fascynujący przykład Anity Gargas i Misji Specjalnej pod jej nadzorem. Ostatnia była świetnym przykładem - była to rekonstrukcja "procesu przeciekania". Wg. owej reporterki J. Kaczmarek wysiadł w Marriotcie na piętrze 16., gdzie mieszczą się biura Prokomu. Tam zdradził Ryszardowi Krauze szczegóły dotyczące pułapki zastawionej przez CBA na Leppera. Krauze zaś poinformował o tym Lecha Woszczerowicza.

Problem w tym, że sam Kaczmarek zaprzecza, aby wysiadał na innym niż 40 piętrze. Wg. informacji wielu mediów dokładnie tak było - wysiadł jedynie na 40. piętrze i udał się do drink baru Panorama. I dokumentują to filmy z kamer hotelowych.

Przypomnę jeszcze dwie sprawy spod pióra Anity Gargas. Pierwsza dotyczy śmierci Barbary Blidy. W przeddzień akcji ABW w Siemianowicach Śląskich, ABW, przepraszam Misja Specjalna, nadała materiał o mafii węglowej...

...wcześniej zaś w odcinkach, obejrzeliśmy kolejne rozdziały tzw. raportu Macierewicza. Oczywiście, nim go Prezydent odtajnił. Piękny również był program w którym kilkanaście, znanych osób, hurtowo w kwadrans zlustrowano. Nie pozwolono tym osobom się wypowiedzieć. Ale, rzeczywiście, po co słuchać ruskich agentów?

Osobiście przerażają mnie te praktyki. Jeszcze raz powtórzę: wszyscy mamy prawo do poglądów. Również dziennikarze: informacyjni, śledczy, publicyści. Ale nie możemy zapominać o warsztacie. To kwestia elementarnej etyki. 

pismak
O mnie pismak

Moje obserwacje skażone są subiektywizmem. Może on wywoływać poważne schorzenia - ostrzegam wzorem Ministra Zdrowia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka