pismak pismak
55
BLOG

Głośna cisza nad Aneksem

pismak pismak Polityka Obserwuj notkę 14

 

Są różne rodzaje ciszy. Profesor? Zybertowicz z pewnością byłby w stanie nazwać, opisać kilka najciekawszych: od zmowy milczenia po nie-przypadkowe przemilczenia. I, oczywiście, powiązać je z układem polityczno-biznesowym, sterowanym przez służby specjalne.

Mi oczywiście daleko do Profesora?! Znam swoje miejsce w szeregu. Ale chciałbym przynajmniej głośno zadać pytania o przyczyny pewnej, niezwykle dla mnie głośnej ciszy. Tak, chodzi o słynny aneks do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych.

Mimo, że minęły dwa miesiące od przekazania tego "dokumentu" Prezydentowi nadal opinia publiczna nie poznała jego treści. Przypomnę tylko argumenty, które padały podczas publikacji pierwszej części: poznanie patologii w działalności służb miało być niezbędne dla istnienia polskiej demokracji! Tak mówili: Lech i Jarosław Kaczyński, Zbigniew Wassermann, Antoni Macierewicz...

Czy od tamtej pory coś się zmieniło? Co wstrzymuje Prezydenta przed publikacją części II, zwanej aneksem? Cóż to za zmowa milczenia? Czemu zaraz zmowa? Bo trudno nie odnieść wrażenia, że został ukryty przed nowym rządem. Po pierwsze: tak, jak przewiduje procedura trafił do wicepremierów. Tyle, że ustępującego rządu PiS i natychmiast został zabrany. Więcej - oryginał powinien znajdować się w siedzibie Komisji Weryfikacyjnej, czyli w siedzibie Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Jak wszyscy wiemy w nocy, przed przekazaniem władzy, został stamtąd zabrany i przewieziono go pod skrzydła Prezydenta - do Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Prawda, że odrobinę przypomina to legendy o wywożeniu skarbów przez przegrywających wojnę hitlerowców? Albo romantyczne warianty historii o świętym Graalu?

Od "zniknięcia" aneksu mijają niemalże dwa miesiące. Powtórzę swoje pytanie: co powstrzymuje Prezydenta przed publikacją raportu? Jasne, może on się spodziewać negatywnych opinii Marszałków Sejmu i Senatu. Ale nie musi się nimi kierować.

Musi być więc inne wyjaśnienie. Osobiście widzę dwie poważne hipotezy. Nie wykluczają się nawzajem.

Pierwsza - w raporcie znajdują się nazwiska pierwszologowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Ministra, jakiegoś sekretarza stanu oraz znanych posłów tej najczystszej z nieskazitelnych partii. Siłą rzeczy więc entuzjazm Prezydenta do opublikowania aneksu jest słaby.

Druga - osoby, których nazwiska w pierwszej części zostały wymienione zalały prokuratury, karne i cywilne wydziały sądów pozwami. Usłużna prokuratura osłaniała autora (Macierewicz) oraz ujawniającego raport (Prezydenta). Sądy są jednak mniej usłużne - sprawy powoli, ale toczą się. Co więcej jeden z sądów uznał, że Macierewicz nie może być pozwanym! To nie on ewentualnie naruszył czyjeś dobra osobiste a organ, który upublicznił tajny dokument! Czyli Prezydent.

Dziś, usłużna jak zawsze prokuratura, nie będzie osłaniała Macierewicza i Lecha Kaczyńskiego. Obaj mogą się spodziewać wnikliwego, bolesnego śledztwa. Czyżby to były powody dla których drukarnia Monitora Polskiego dotąd nie została postawiona na nogi?

Bo przecież nikomu nie przychodzi do głowy, że Prezydent traktuje aneks do raportu jako podręczny zbiór haków na politycznych przeciwników?

pismak
O mnie pismak

Moje obserwacje skażone są subiektywizmem. Może on wywoływać poważne schorzenia - ostrzegam wzorem Ministra Zdrowia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka