Mitrandir Mitrandir
347
BLOG

ROZCHWIANE IMPERIUM

Mitrandir Mitrandir Polityka Obserwuj notkę 4

 Rupert Murdoch i jego koncern był przez wiele lat obiektem zawistnych spojrzeń medialnych konkurentów. Nie zazdrościli mu wprawdzie zysków - te lokowały News Corp. raczej w środku stawki gigantów medialnych (wyprzedzał go Time Warner czy Disney) - ale rozległych wpływów na styku biznesu i polityki. Jeśli ktoś chciałby powiedzieć, że to mało, naraża się na śmieszność. Rząd „ogłupionych” dusz jakimi włada Murdoch składa się z nieprzebranych milionów osób, potencjalnych konsumentów różnego rodzaju dóbr czy wreszcie wyborców, cechujących się ograniczonym postrzeganiem rzeczywistości. Decyzje jakie podejmują, z reguły bazują na na emocjach a tymi łatwo przecież manipulować.

Jak on to zrobił? Chciałoby się powiedzieć, że bardzo prosto choć trwało to kilka lat. Początek jednak leży w przekonaniu, że media nie mają misji społecznej, a biznesową - mają się sprzedawać a nie rozczulać nad problemami państwa czy świata. Dziennikarz ma dostarczyć produkt, który ludzie chcą czytać lub oglądać. Standardy etyczne dotyczące zawartości materiałów powinny być luźne. Efektem tego myślenia było powstanie nowego rodzaju czasopisma zwanego tabloidem. Oczywiście, magazyny ilustrowane o brukowych treściach istniały niemal od zawsze, ale to Murdoch uczynił z nich przedsięwzięcia o wielomilionowych nakładach, w których niewiele było do czytania a dużo do oglądania. Dziwi tylko fakt, że w portfolio firny znajduje się szacowny Wall Street Journal oraz londyński Times. Jednak aby kupić tego ostatniego, australijski magnat musiał podpisać umowę z brytyjskim parlamentem. Przeformatowanie tego pierwszego, też zresztą się nie udało, bo Wall Street Journal jest symbolem amerykańskiego biznesu, tak samo jak giełda i indeks Dow Jones - gazeta jest właścicielem praw do tej nazwy.

Później swoje „prasowe” standardy Murdoch przerzucił na telewizję. Dysponuje gigantyczną siłą rażenia, bo koncern Foxa, to uosobienie potęgi obrazu, dostarczanego przez wytwórnię filmową i sieci telewizyjne. To Murdoch uczynił z informacji dziennikarskiej prawdziwą rozrywkę, którą z zapartym tchem ogląda się, siedząc wygodnie w fotelu z kufelkiem piwa. Bombardowania Bagdadu, Belgradu czy bunkrów Talibów - transmitowane na żywo - można porównać spokojnie to bombardowania Gwiazdy Śmierci w kasowym hicie Gwiezdne wojny… wytwórni Foxa. Ogląda się tak samo fajnie i błogo a eksperci w studio dokładnie wyjaśnią kto jest dobry a kto zły, aby nie było wątpliwości komu kibicować.

Jednakże, jak w każdej medialnej niekończącej się opowieści, musi nastąpić jakiś wstrząs a może nawet i koniec. Upadek News of the Worldmoże zwiastować koniec mediokracji rodem z Australii. Po pierwsze, przegięli, co zrozumiał nawet ich pryncypał. Po drugie, nie dostrzegli tego, że nawet najbardziej ograniczone umysły spośród ich czytelników, którym udawało się dotąd wcisnąć każdy plugawy kit, mają jednak jakieś szczątkowe ślady systemu wartości. O ile możliwa była manipulacja na gruncie zwykłej konsumpcji pobudzanej reklamami, to nie da się tymi ludźmi sterować na tyle, aby w czasie deszczu twierdzili, że świeci słońce.

To jednak nie wszystko. Rynek prasy, dzięki Internetowi, znacznie się skurczył. Próby konwergencji treści między mediami należącymi do Murdocha, jak dotąd nie okazały się zbyt udane i konkurencja zaczęła mu zwyczajnie uciekać. Firmie powoli zaczyna się palić grunt pod nogami, z uwagi na gigantyczne zadłużenie. Murdochowi właściwie zostało tylko jedno wyjście: inwestować w przedsięwzięcia związane z dostarczaniem treści, czyli we wszelkiej maści sieci kablowe i platformy satelitarne, gdzie będzie mógł upchnąć content produkowany przez pozostałe składowe koncernu. Paradoksalnie dzięki temu zyska on jeszcze większy wpływ na mało rozwinięte umysły, które mogły wybrać jaki tabloid czytają przy porannej kawie. Platformy cyfrowej podłączonej do ich telewizora tak łatwo się nie zmieni.

Jednorazowa likwidacja tytułu, jakim był News of the World jest więc zwiastunem restrukturyzacji całego News Corp. Zresztą jest ich więcej, bo firma chce pozbyć się też portalu MySpace, który nie przyniósł oczekiwanych zysków i powoli wypada z rynku social media. Afera z podsłuchami jest więc znakomitym pretekstem i preludium do zmian a być może jeszcze większej ekspansji. A kto wie, czy niebawem nie odbędzie się wielki came back Murdocha nad Wisłę. Ciekawe czy i teraz prezydencko-parlamentarno-rządowy układ z pod znaku PO witał by go z takimi samymi honorami jak swego czasu zrobił to prezydencko-parlamentarno-rządowy układ z pod znaku PIS.

 

Mitrandir
O mnie Mitrandir

Trudno pisać o sobie, szukając sensu, bo wszelkie kwalifikacje ideologiczne czy religijne a także zainteresowania naukowe stają się względne i jakoś "równouprawnione".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka