Już byłem pisałem o wytrychach językowych dotyczących ludzi uczestniczących w widowiskach sportowych. Dzisiaj o Polityku, który nie rozumie podstawowych pojęć z Wiedzy o Społeczeństwie.
Po pierwsze. Mecz sportowy rządzi się takimi samymi prawami, co koncert i każde inne widowisko. Odpowiedzialność za porządek ponosi organizator wraz ze służbami odpowiedzialnymi za jego utrzymanie. Dotyczy to także imprez masowych.
Po drugie. Kibice sportowi są takimi samymi widzami, jak uczestnicy spektakli teatralnych czy koncertów. Mają te same prawa i te same obowiązki. Za ewidentne naruszanie porządku podlegają zarówno procedurom porządkowym jak i karnym.
Po trzecie. Decyzja o niewpuszczeniu publiczności na widowisko - winna skutkować jego odwołaniem. To jest przecież przedsięwzięcie biznesowe – takie samo jak każde inne, polegające na bilansie kosztów i zysków. Właściciel obiektu sportowego nie ponosi winy za to co jego ewentualni klienci czynią gdzie indziej. A widz jest takim samym klientem Właściciela obiektu sportowego jak kupujący w sklepie.
Premier Rządu Rzeczypospolitej Polskiej tego nie wie i nie rozumie. Właściciele obiektów sportowych, którzy mają pełne prawo dochodzić roszczeń od państwa, gdyż jeżeli mają certyfikat na przeprowadzanie imprez międzynarodowych, to nie istnieją przesłanki by zakazywać im działalności gospodarczej o charakterze lokalnym. To co na chybcika sformułowała Policja z przedstawicielem Rządu RP (wojewodą) – to istne kuriozum i woła o pomstę do Nieba.
Słowem – mamy do czynienia z takim samym nadużyciem władzy jak domiary w czasach PRL, a że firmuje takie działania Premier świadczy najlepiej o rzeczywistej jakości Państwa i Prawa w Polsce.
Zapraszam do dyskusji.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)