Oj przetoczyła sie debata po norweskiej hekatombie, przetoczyła. Przeto po czasie dodam kilka słów, bardziej natury ogólnej, gdyż zabawa w dowalaniu przeciwnikom politycznym zaczyna przyobierać coraz straszniejsze kształty. I chociaż wiem, że przez zdyscyplinowane oddziały żołnierzy internetowych niewiele się przedostanie innego myślania niż wojenne, to jednak spróbuję.
Na poczętek trzeba z całą siłą podkreślić, że nie ma żadnego znaczenia przy ocenie zbrodniarzy na jakie się idee czy koncepcje powołują. Dotyczy to w tej samej mierze zbrodniarzy na wielką skalę, jak i tych, których nazwę dla uproszczenia incydentalnymi. Każdy z nich odrzuca bowiem uniwersalną normę obowiązującą we wszystkich kręgach kulturowych gatunku ludzkiego – nie zabijaj drugiego człowieka, bo jest to złe. I też wszyscy zbrodniarze chcąc świat dostosować do siebie poprzez redukcję, najczęściej innych ludzi, lecz także i idei, które owi sobą niosą. Zarówno morderca staruszki dybiący na jej stan posiadania, jak i ten co za pomocą aparatu państwowego czy jakiegokolwiek innego, dokonuje masowych rzezi, nie mają żadnych zahamowań w imię uproszczenia sobie życia. Czyż może być coś bardziej odrażającego niż akceptacja przez kogokolwiek, że takie postępowanie jest wytłumaczalne za pomocą koncepcji filozoficznej czy religijnej na jaką się zbrodniarz powołuje? Zbrodniarz zawsze stawia samego siebie ponad wszelką ideę. Dlatego też np. nazizm czy komunizm nigdy nie były w istocie ideami, a amalgamatami strzępów różnych myśli i idei pozornie uporządkowanych, lecz wewnętrznie sprzecznych i jałowych. Przyjęcie tych schizofrenicznych praktyk rządzenia w poczet klasycznych koncepcji filozoficznych ludzkości, jak nic innego świadczy o zapaści intelektualnej współczesnego świata, zwłaszcza nauki. Konsekwencje tegoż są olbrzymie, gdyż nawet najbardziej potworne zbrodnie i najbardziej zwyrodniałe osobniki, będące hańbą gatunku ludzkiego, mogą liczyć na taki czy inny rodzaj afirmacji, co generuje następców, nierzadko starających się w bestialstwie prześcignąć poprzedników.
Współczesne elity intelektualne to – uogólniając, za pomocą powiedzenia Małgosi Michalskiej – ludzie wykształceni ponad swoje możliwości. Człowiek – reprezentujący świat myśli ludzkiej, potrzebuje nie tylko kształcenia, lecz również dorastania i dojrzewania do wiedzy, a także wrodzonej etyki, bez której nie osiągnie mądrości. A bez mądrości nie można być ani twórczym, ani użytecznym w materii rozwoju człowieczeństwa. To jest wręcz aksjomatyczne. Stąd mamy tylu oszalałych z nienawiści, utytułowanych ignorantów, kształtujących ludzkość i jej wartości, za pomocą nie lepszych od nich imitatorów myśli, masowo zasiedlających różnorodne redakcje, a degenerujących cały gatunek, bezmyślnie prowadząc go do upadku.
Jak to możliwe, że eutanazja, odbieranie życia, może uchodzić za wartość? Aborcja, za prawo wyboru? Nieograniczone realizowanie popędu seksualnego za sztandar wolności? To nie postęp, lecz przerażająca klęska Człowieka. Aberracja nie może być normą, nigdy i pod żadnym pozorem.
Czyż nie jest aberracją wszechstronna opieka medyczna dla zbrodniarzy, a niemal całkowity jej brak dla ludzi, dotkniętych materialną biedą i niedolą życiową? To im w pierwszym rzędzie winniśmy nieść pomoc , a nie stygmatyzować społecznie, jak to się czyni powszechnie. Czyż można mienić lekarzem kogoś kto odmawia udzielenia pomocy medycznej w ramach swoich umiejętności, z braku motywacji finansowej? Człowiek taki jest po prostu zły, a zły człowiek nie może być lekarzem. Jak można człowieka nie posiadającego żadnej etyki dopuszczać do tegoż szczególnego zawodu? Człowieka leczy nie tylko ręka i rozum, lecz także światło ducha. Pewnie stąd bierze się takie zdziwienie gdy uzdrowienia doznają ci, których marni ludzie, z dyplomami medycznymi, spisują na straty... I gadają o cudach, a nie o swojej żałosnej ignorancji w sferze dziedzictwa duchowego i jego mocy, przydanego każdej istocie ludzkiej. Jakież to miałkie.
Słuchając i czytając ludzi, którzy reprezentują sferę nauki, muszę uznać ewidentne zwycięstwo komunistów w sferze pełnej wymiany elity intelektualnej. I nie ma znaczenia, że część tejże nowej elity opowiedziała się za zmianą panującego porządku, bo w istocie nieśli te same wartości i klisze poznawcze, co reszta tegoż środowiska. Mogli społeczeństwu objaśnić tylko tę część świata jaki znali, czyli meandry komunistycznego myślenia, jego miałkość i metodykę prostytuowania umysłu. Nie było jednak w ich zasięgu generowanie nowych jakości, a także dostarczenie wiedzy, która potrafiłaby przedstawić społeczeństwu rzeczywiste wybory przed którymi stoi.
Dramat polskiego społeczeństwa polega na tym, że odruchowo poszukuje autorytetów właśnie w tym środowisku, i nawet jeśli padają stamtąd nieprawdopodobne idiotyzmy, to dla wielu prostych ludzi -coś jest na rzeczy, bo mówi to profesor, doktor etc. Słowem poszukujemy autorytetów w miejscu skądinąd właściwym, lecz w niewłaściwym czasie. Tak jakbyśmy szukali w muzeum wnętrz osób, które tworzyły i użytkowały rzeczy tam wystawiane. Nie da się.
Zatem czas, obecnie nam dany to czas, gdzie trzeba opierać się na własnym rozumie. A ten podpowiada że musimy stworzyć nowe elity, nie oparte o poprzedników. Warto tu wspomnieć, że po całkowitej zapaści polskich uniwersytetów Komisja Edukacji Narodowej podjęła się trudu odbudowania tychże w oparciu o nowe zasoby ludzkie i jakościowe. Jaskrawym tego przykładem była reforma Uniwersytetu Jagiellońskiego dokonana przez Hugona Kołłątaja w latach 70. XVIII wieku. Może warto skorzystać z tamtych wzorców.
Zawsze jest dobry czas dla zmian, zwłaszcza koniecznych. To czy one następują czy nie jest kwestią woli. I zarówno dokonywanie tychże zmian jak też ich zaniechanie jest wyborem.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)