Tak przynajmniej można rozumieć słowa niemieckiego korespondenta w Polsce, który w kontekście szefa najsilniejszej polskiej partii opozycyjnej użył na forum publicznych mediów naszych zachodnich sąsiadów słów: "brzydzić się można nie tylko żab, robaków czy karaluchów".
W Polsce nie znam takiego odważnego dziennikarza, co by śmiał tak określić nawet p. Steinbach.
Ale widać co kraj to kultura.
Z drugiej strony zrobiono aferę z krytyki Kaczyńskiego wobec szefowej ościennego rządu. To przeciez nasze wybory. Nasi sąsiedzi nie takie rzeczy czynili. Powiadaliśmy, kampania wyborcza ma swoje prawa...
Zmieniło się? Teraz byli szefowie dyplomacji wchodzą w kampanię wyborczą po stronie Niemiec, sądząc, że Niemcy mogli się obrazić. To gdzie byli gdzie obrażano naszego Premiera i Prezydenta?
Gdzie my żyjemy?
PS.
Swoją drogą ten swoisty wiernopoddańczy list dużo mówi o klasie naszych szefów dyplomacji, a chyba także o mentalności dominującej w polskim establishmencie politycznym. Smutne.


Komentarze
Pokaż komentarze (18)