Nie tak dawno Carla Bruni, miłościwie nam panująca, Pierwsza Dama Francji, kobieta o jakże szerokich intelektualnych horyzontach, zrobiła mały o.p.r. papieżowi Benedyktowi XVI za to, że nie chce Afrykanom rozdawać prezerwatyw, aby skalę AIDS zmniejszyć. Nie będę się tu rozwodził nad tematem, co jest bardziej skuteczne w walce z AIDS, nauka wierności czy też zakładania gumki przy braku wierności, bo ta kwestia – chociażby w sieci – jest rozpisana na szereg precyzyjnych partytur dyskusyjnych i wiele ciekawych rzeczy bym tu nie dopisał. Natomiast, gdy przeczytałem to info na Onecie szereg skojarzeń (Carla Bruni, kondomy) „przekierował” mą pamięć na Noc Reklamożerców, już jakiś czas temu przeżytą w Multikinie. Bo też tam dane mi było oglądać reklamy zarówno z ponętną Carlą Bruni, jak i „gumkami” (żeby była jasność: ona ich nie reklamowała)
Patronem tej Nocy, która wydarza się w różnym czasie, prawie na całym świecie, jest jedna z agend ONZ. Przed rozpoczęciem pokazów informuje się usilnie widza o tym, że jej zadaniem jest zmniejszenie ilości chorób, biedy, bezrobocia…no w ogóle budowa raju na ziemi. Szybko okazało się, że jednym z głównych sposobów osiągnięcia tego raju będzie w miarę regularne zakładanie „gumek”. Ironizuję tak, gdyż motywem przewodnim ekranowych projekcji były różnorakie reklamy prezerwatyw, kręcone w poetyce nastrojowo-romantycznej lub groteskowo- niedosłownej. Dokładnie już nie pomnę ich fabuły, ale było „ciekawie”, chociaż z czasem coraz bardziej irytująco przez tematyczną monotonię. Dał temu wyraz jegomość w średnim wieku, siedzący koło nas, który z niecierpliwością pewną sapnął głośno przy kolejnym haśle typu: „use condoms”. Chociaż przez moment nie wiedzieliśmy, czy aby na pewno on irytację tym sapnięciem okazywał.
Noc w Multikinie uświadomiła mi, jakże schizofrenicznie świat reklamowy jest zbudowany. Wpierw nakręcamy, rozbudzamy ludzkie emocje na pożądanie nawet najgłupszych luksusów, a potem wtrącamy ich w rozterki sumienia, epatując, trwożąc nasze „ja”, humanitarną katastrofą na Czarnym Lądzie. Chrześcijańska optyka umiaru i pożądania rzeczy naprawdę potrzebnych z takiej schizofrenii potrafi wyzwolić. Ale czy też można wedle tej optyki budować reklamy? Jedna z watykańskich agend próbowała sobie na to pytanie odpowiedzieć w stosownym dokumencie. Ale o tym następnym razem... Tymczasem, poniżej, prezentuje moje „typy” z ostatniej Nocy Reklamożerców. Można się zorientować, że ja najbardziej preferuję poetykę reklam jako krótkich fabuł „podkręconych” śmiechem, nieraz przechodzącym w zdrową groteskę. Już taki ze mnie typ, że lubię opowieści, jakiekolwiek opowieści...
Tojest kopia wpisu ze strony www.pozamatrixem.wordpress.com
zapraszam



Komentarze
Pokaż komentarze (1)