Jakiś czas temu; grzebiąc swa duszę w oparach centrum handlowego, przystanął Ivo chwilę – jakby w niemocy – przed bramą multipleksu. „Ile to ja miesięcy nie byłem w tym przybytku coli; popcornu i… kina ?“ (tak nie, inaczej – w tej kolejności trzeba to pisać i czytać)“ – spytał się w trybie autotematycznym. Nie mógł odgadnąć – i nawet nie było mu przykro z tego powodu, tym bardziej że przecież opuszcza w tych przybytkach, ot, choćby produkcje, które chciałby zobaczyć na pierwszy rzut oka; np – polskiego „Kreta“. Lecz symulując w myśli wejście w ten wieloekranowy ekosystem, zgorszony podświadomie odrazą, pozwala sobie na luksus niewiedzy. Zarazem – czasem się przymusza bardzo, aby odwiedzić tzw. „kina studyjne“; w których akcję/fabułę tak często kroi się wedle zasady: im dłużej, tym lepiej. I siedzą potem tacy warszawscy „inteligenci“, lulki palą, i potakują, że to takie „inne“, tak ‚ w ‚ „trzewia wchodzi“, etc. Ivo na szczęście wyrósł z towarzyskiego trybu „musi się podobać“. Pamięta doskonale, jak po egzaminie magisterskim, odwrócił się na pięcie w stronę fasady swej uczelni i, tworząc „gest Kozakiewicza“, wykrzyczał z ulgą: „Pier….lę Gombrowicza !!!“. Odtąd był już naprawdę wolny od wszelkich towarzysko-artystycznych zamordyzmów. I czasem, wręcz prowokacyjnie lubi komuś pokazać kieł chama. „Czy oglądał Pan w Teatrze Telewizji ekranizacje prozy Herlinga“ ? „Bardzo przepraszam, ale wtedy na Polonii leciały powtórki Klanu“ – podwójnie gorszy Ivo. Bo nie dość, że „Klan“, to jeszcze powtórki. A już bruku sięga; kiedy na pytanie: „Jaka jest według Pana przyszłośc kina: 3D; seriale, internet… ?“, odpowiada ze śmiertelnie poważną miną: „Przyszłość kina, Drogi Panie; jest – jak mawia mój kumpel - włochata. Tak, na pewno, włochata jest przyszłość kina; zresztą Pan sam się przekona… „



Komentarze
Pokaż komentarze (1)