artur olędzki artur olędzki
133
BLOG

Wielkanocne "The Blues Brothers"

artur olędzki artur olędzki Kultura Obserwuj notkę 0

Świadomość tego w "Ludzie Bożym" nie jest chyba powszechna, tego, że wedle czasu kościelnego cały czasu świętujemy i kontemplujemy Zmartwychwstanie… tu ( w Polsce) i teraz (coraz bliżej zmierzchu szkolnego roku). Może jest to skutek częstych lektur Dziejów Aposotolskich podczas Mszy św., bo tam "chłopaki" przeżywają przygody rodem z "Tożsamości Bourne'a", jakieś pościgi, więzienia, kajdany, a tu trzeba by ludziom powiedzieć wprost: cały czas - według naszej wiary - jesteśmy, proszę Państwa, w trybie "The Blues Brothers". Korzystajmy zeń, ponieważ wcześniej czy później powiemy sobie: "The winter is coming". To oczywiście znana, symboliczna, a złowieszcza fraza z "Gry o tron" (seria 1) prezentowanej na "stronach" HBO. 

 
Taka uwaga autotematyczna. Przykro piszącemu, że swoich spostrzeżeń nie osadza wystarczająco często w kontekstach głęboko filozoficzno-teologicznych; w cytatach, w myślach np. Gilsona, Halika, Tischnera. Ale już tak on ma, że myśli obrazami filmowymi, nie będąc przy tym nawet filmowym twórcą, ani też wysokiej próby krytykiem czy widzem z kina studyjnego. I najgorsze - że przewinę tę będzie on najpewniej powtarzał w innych notkach. Stąd ta uwaga.
 
"The Blues Brothers", film wyświetlający muzycznie historię dwójki braci, jest oczywiście kultowy w histori kina, a na dodatek, jakiś pewien czas temu, został uznany przez watykański dziennik za jak najbardziej godną polecenia produkcję filmową, czym wzbudził dobrotliwy uśmiech dziennikarza z „Wyborczej”. Ta historia nie jest jednak „katolicka”, dlatego że gdzieś w kadrze mignął obrazek Jana Pawła II albo antykatolicka, bo Belushi (odtwórca głównej roli) zaćpał się później na śmierć, a w samym filmie mamy szalone pościgi, niezłe balangi, a też i parę zbyt frywolnych żartów - według niektórych. Ona jest „katolska” przez to, że mówi o facetach, którzy… odnaleźli swą misję od Boga, ową "mission impossible", wyczekiwaną przez wielu jak przez niektórych upragniony Godot. A było nią opłacenie należnych (wysokich - jak dla nich) podatków za sierociniec prowadzony przez zakonnicę, jakże dla nich kochaną, ale też jakże i srogą, dzięki czemu ratowali "dom" ich dzieciństwa przed zamknięciem. "Chłopaki" są gotowi dosłownie za wszelką cenę wypełnić powierzone im zadanie (oczywiście „po Bożemu”, choć na swój też czasem „moralny” sposób). Dają przy tym pstryczka w nos tym wszystkim, którzy myślą, że im bardziej wysokim falsetem się śpiewa, tym bardziej jest się pobożnym. Bo dobrze i właściwie pojęte „katolstwo” to naprawdę niezły rock'n'roll. Tak zatem, mamy czas wielkanocny, tak zatem wypada sobie powiedzieć: Let's blues brothers! 
 
Zostawimy jednak czytelnika z pytaniem, a może i wątpliwością. Czy wypada nam, ludziom Boga, chwalić się naszą radością, a też i pokojem, kiedy świat tak często przypomina nieustająco powtarzający się wypadek samochodwy z ofiarami śmiertelnymi…? (I to nie jest obrazowanie bezpośrednio mojego autorstwa).  
 
P.S. Mój dobry kolega jeden z poniższych "materiałów" czytał przenośnie jako obraz niedzielnych Mszy św w Polsce, a nawet widział w niektórych postaciach przedstawionych odbicie ekipy posła z trawą we włosach. Dodajmy: kolega jest stałym bawalcem kin studyjnych. No ale może coś w tym jest, zaczniemy od wprowadzenia-trailera, a potem "kawałki" będące kwintesencją ducha "The Blues Brothers"..
 
   .
 

O autorze: zalogowany w korporacji The Roman Catholic Church, tropiący człowieka zwanego Mesjaszem, w stanach nagłych "łowca androidów"... ; mail: pozamatrixem.pl@gmail.com; Laureat nagrody Feniks 2011 w kategorii publicystyka religijna za książkę:"Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Spotkania po latach.Wywiady." Cały blog „źródłowy“ - pod linkiem: www.pozamatrixem.pl strona na facebook.com: Poza Matrixem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura