Bywałem od czasu do czasu w tym roku w „modnym”, a starodawnym mieście Krakowie. I taka impresja krakowska jęła mi się w głowie jawić, że ludzie w tej pierwszej stolicy Polski jacyś tacy milsi, spokojniejsi, normalniejsi, a przy tym bez nosów na kwintę zwieszonych, generalnie. I mimo że jakieś „bliskie spotkania”, na szczęście nie „trzeciego stopnia”, z uliczną brutalnością jakąś bańke mydlaną, a krakowską, przebiły od czasu do czasu, to i ja jednak, podświadomie, zgadzałem się, by teraz już nie przenosić stolicy do Krakowa.
285
BLOG
"Beczka.tv"
Powiadają niektórzy w tym też mieście, że „najlepsze” duszpasterstwo dla studentów, „Beczka”, mieśći się u dominikanów krakowskich. Rzeczywiście, wiekowy „monaster” braci kaznodziejów jak najbardziej godzien jest tak zacnego towarzystwa akademickiego. Trzeba jedno przyznać, że „sekcja”, albo może bardziej pobożnie: „diakonia”, medialna tego duszpasterstwa na miarę swoich możliwości materialnych produkuje całkiem, całkiem zaskakujące „materiały multimedialne”. Poniżej zamieszczam dwa, według mnie najciekwasze, filmiki. Mające może swoje słabości (jakie ? – niech oglądający dopowiedzą sobie sami), ale po których obejrzeniu odczuwa sie przez chwilę chęć bycia… „katolem“. A nie lada sztuką jest zrobić takie „przedstawienie”.
Problemem tych, którzy przez to duszpasterstwo przeszli, będzie może to, czy ogladając te materiały, zgodzą się z obrazem im wyświetlanym, czy też pomyślą, że świat, który im przedstawiono daleki jest od prawdy przez nich uwewnętrznionej o tym realnym świecie duszpasterstwa. Inaczej: czy może jakaś „bańka mydlana”, a krakowska im jednak tam pękła, a tymczasem owy „slideshow” bańke pompuje.
Ten, kto bliżej znajdzie się świata dominikańskiego, z czasem wysunie wobec niego jakieś swoje „ale”. To oczywiste, jak też i to że świat ten miewa swoje pęknięcia, poważne zachwiania. Przypuszczam, ale to takie bardzo, bardzo „subiektywne” spostrzeżenie, że to, iż świat ten trwa mimo wszystko, ciągle, w kondycji, stanie, który promieniuje na innych, jest zasługą skromnych niewiast, zwanych dominikankami klauzurowymi. Mógłbym nawet wejść w pobożny zakład, na ile procentowo one spoistość tego świata podtrzymują. Ale jako że powiadają w Piśmie Świętym, iż „tam” nawet żenić się nie będziemy, to nie widzę szansy egzekwowania swojej wygranej po „tamtej stronie” świata, tak zatem i sensu kato-hazardu.
Ja ze zgłaszaniem jakichkolwiek „ale” się powstrzymam. Dane mi było w tym roku poznać w Krakowie zazwyczaj młodych, lub w średnim wieku, wykształconych, wierzących, chcących dobrze dominikanów. Spokojnie, nie, nie zakochałem się w nich, to może im bardziej grozić ze strony różnorakich serc kobiecych. Natomiast, gdy ich słuchałem, głębokie po cichu „Deo Gratias” czyniłem za to, że dane mi właśnie było w Polsce spotkać w tych czasach takich kapłanów Boga. Trzeba im życzyć, aby byli takimi prawdziwymi, „pańskimi psami”, co żadnej zagubionej owcy "nie przepuszczą"...



Komentarze
Pokaż komentarze